Niech to szla(ka) -

W tym wpisie nie będę się chwalił żadnymi znajdkami. Opiszę za to pewną sytuację. Nie ma w niej nic odkrywczego, ale obrazuje to jak wiele czynników ma wpływ na poszukiwania.

IMG_20170410_124719

Na wiosnę tego roku z lenistwa przeglądałem sobie Mestichblatty okolicy w poszukiwaniu jakiejś fajnej łączki. Dlaczego z lenistwa? Bo okoliczne lasy są nafaszerowane śmieciami. Szczególnie okolice leśnych duktów, na które dało się wjechać jakimś pojazdem kołowym pełne są starych kabli, radioodbiorników i innych cudów. Więc z lenistwa wolę chodzić po łąkach i polach. No więc tak błądząc palcem po mapie trafiłem na coś interesującego. Dwie parcelki tworzące trójkąt ograniczone z dwóch stron rzeką a z trzeciej lasem. I coś czego w naszych stronach się za często nie spotyka. Dwa brody. Pomyślałem sobie, że skoro wykonano przeprawy rzeczne to łąka, a może kiedyś pole była pewnie dość mocno eksploatowana. mess

Korzystając z najbliższej okazji, uzbrojony w szpadel i mojego Rutusa postanowiłem choć sondażowo zbadać miejscówkę. Pierwszych kilka kroków i zaskoczenie. Praktycznie non stop jakieś sygnały z wykrywacza. Krótkie, rwane, w różnych zakresach skali. I to z taką częstością że nie sposób było z tego gąszczu sygnałów wyłowić choć jednego w miarę czystego sygnału. Zmniejszenie czułości z używanych zazwyczaj 39 nawet na 25 niewiele dało. Odpuściłem sobie tamtego dnia. Jednak położenie łąki i ślady po przeprawach widoczne w terenie nie dawały mi spokoju. Po kilku dniach postanowiłem spróbować znowu wykorzystując wszystkie możliwości jakie daje wykrywacz. Początek był taki sam.  Przełączyłem wykrywacz na tryb 4-rzędu, który podobno jest najlepszy na zaśmiecone miejsca. Niestety bez powodzenia. Zmiany ustawień korekcji kamieni też nie dawały rezultatu. W końcu postanowiłem przełączyć Argo na tryb jednoczesny, czyli „mix”. Efekt był takie, że praktycznie wszędzie tor statyczny dawał sygnał na jakimś wyższym lub niższym poziomie. I tak było praktycznie wszędzie. Trochę inna sytuacja była w miejscu lasku, który był na środku łąki. Tam nie było aż tylu wzbudzeń, ale za to tradycyjnie mnóstwo śmieci pod tytułem garnki, nocniki, czy zderzaki od aut. Zrezygnowany postanowiłem wrócić do auta. Jednocześnie zastanawiałem się co takiego jest w tej ziemi, że powoduje tyle zakłóceń.

Zagadkę rozwiązałem przy aucie. Na zakończenie postanowiłem jeszcze machnąć sondą nad ścieżką, którą przyjechałem, a która prowadziła z lasu skrajem łąki. „Statyk” wskazywał na większy przedmiot, dość głęboko, „dynamik” natomiast milczał. Czyli złom. Postanowiłem jednak kopnąć. Już przy pierwszym sztychu okazało się, że nie kopię w normalnej ziemi. Pod warstewką czegoś co można było uznać za jakąś glinę była raczej szlaka, czy szlaka przemieszana z ziemią. Okazało się, że fafnaście lat temu, ktoś postanowił w jednym wierzchołku parceli wybudować dom (pozostała po tym nieukończona ruina). Jednak ścieżka prowadząca do miejsca inwestycji raczej średnio nadawała się do transportowania pustaków czy wożenia cementu. Drogę trzeba było utwardzić. Oczywiście najlepiej za darmo. A że w pobliżu były dwie stare papiernie, w tym jedna sukcesywnie rozbierana, postanowiono wykorzystać materiał, który sobie leży i nic nie robi. Zwożoną szlakę wysypywano na ścieżkę, podnosząc tym samym jej wysokość względem łąki. Potem przez lata nawieziony materiał był rozciągany czy to przez deszcze, czy przez koła aż pokrył prawie całą powierzchnię łąki. I takim o to sposobem nieźle zapowiadająca się miejscówka okazała się totalnym niewypałem. Szlaka może też skutecznie popsuć poszukiwania w ruinach. Ilości w jakich była dodawana do zapraw czy podsypek skutecznie mogą „unieruchomić” każdy wykrywacz.

Szkolnictwo w dawnych Ściegnach.

W tym wpisie chciałem przedstawić kolejną ciekawostkę z historii naszej malowniczej miejscowości.

Obecnie jak wiadomo, szkoła w Ściegnach jest jedna. Zajmuje budynki po powszechnej szkole z czasów niemieckich. Trzeba przyznać, że wielu ludzi włożyło wiele wysiłku w rozwój szkoły w naszej miejscowości. Osobiście uważam, że szczególne uznanie należy się Panu Dyrektorowi Leszkowi Basińskiemu, który poświęcił się całkowicie dla rozwoju tej szkoły. Głównie dzięki Niemu zarówno dzieci ze Ściegien jak i z sąsiednich miejscowości mogą korzystać z rozbudowanych, zadbanych i świetnie wyposażonych obiektów. Celem mojego wpisu nie jest jednak opowiadanie najnowszej historii szkoły, tylko przedstawienie historii z czasów niemieckich.

Zacząć należy od tego, że szkoły w dawnym Steinseiffen były… trzy! Najstarsza była oczywiście szkoła powszechna, czyli ewangelicka.

Budynek szkoły powszechnej w głębi podwórza. Źródło: Rudolf Pradler "Ściegny-Steinseiffen..." str. 74

Budynek szkoły powszechnej w głębi podwórza. Źródło: Rudolf Pradler „Ściegny-Steinseiffen…” str. 74

Jak podaje Rudolf Pradler w swojej książce „Ściegny – Steinseiffen, śląska wieś w Karkonoszach”, pierwsze zajęcia odbywały się od 1742 roku w wynajętej izbie. W 1757 roku urządzono oddzielną klasę dla dolnej części wsi. Szkoła w oddzielnym budynku została uruchomiona została dopiero 13 stycznia 1841 roku. Nie był to jednak budynek obecnej szkoły. Te znane nam obecnie zostały wybudowane w latach 1911-1912. Najpierw budynek bliżej ulicy, w którym były dwie klasy na parterze i dwa mieszkania na piętrze dla nauczycieli. Budynek w głębi powstał w drugiej kolejności. Jego pierwotna bryła stanowiła raptem 1/3 obecnego budynku. Znajdowały się tam 4 klasy i mieszkanie dla woźnego na poddaszu.

Budynek szkoły podstawowej znajdujący się bliżej ulicy.

Budynek szkoły podstawowej znajdujący się bliżej ulicy.

Ten sam budynek od strony podwórza.

Ten sam budynek od strony podwórza.

Obecny wygląd budynku z pierwszej grafiki we wpisie. Część na prawo od obecnego wejścia to budynek poniemiecki.

Obecny wygląd budynku z pierwszej grafiki we wpisie. Część na prawo od obecnego wejścia to budynek poniemiecki.

Oprócz szkoły powszechnej znajdowała się w miejscowości jeszcze szkoła katolicka. Z racji stosunkowo niewielkiej liczby katolików w Ściegnach (np. w 1845 roku na 1406 mieszkańców miejscowości było tylko 77 katolików) szkoła miała tylko jedną klasę, w której wszystkie dzieci uczyły się razem. Szkoła katolicka zaczęła działąć w połowie XIX wieku w wynajmowanej izbie, ok 20 lat później urządzono osobny budynek szkoły. Jest to duży budynek ok 200m poniżej głównego skrzyżowania. W 1936 roku zlikwidowano szkoły wyznaniowe. Dlatego dzieci ze szkoły katolickiej zaczęły uczęszczać do szkoły powszechnej, a w budynku dotychczasowej szkoły zakwaterowano siostry zakonne i umieszczono kaplicę.

Budynek dawnej szkoły katolickiej.

Budynek dawnej szkoły katolickiej.

Ostatnią instytucją szkolną w Steinseiffen było przedszkole, prowadzone początkowo przez wspomniane siostry, a od 1935 roku przez zatrudnione przedszkolanki. Przedszkole mieściło się w budynku przy ścieżce prowadzącej w kierunku zachodnim, a rozpoczynającej się ok 15 metrów powyżej szkoły powszechnej.

Budynek dawnego przedszkola.

Budynek dawnego przedszkola.

Na zakończenie chciałbym podziękować wspomnianemu Panu Dyrektorowi, który przekazał mi do opracowania zbiór starych dokumentów i fotografii. Mam nadzieję, że będą źródłem wielu ciekawych informacji do kolejnych wpisów.

Ściegny – dom dziecka

domdzieckaPo serii artykułów związanych z Kowarami wracamy na moment (a może na dłużej ;) ) do moich rodzinnych Ściegien, czyli niemieckiego Steinseiffen.

Kilka lat temu, już nawet nie pamiętam w jakich okolicznościach, natrafiłem na informację, że w mojej miejscowości istniało coś co określano jako ochronka dla dzieci, obiekt przedstawia ta mało wyraźna fotografia z nagłówka, którą znalazłem kiedyś w internecie. Uznałem to za fajną ciekawostkę. Ale nikt ze znanych mi mieszkańców nigdy nie wspominał o takim miejscu. Później, czytając kronikę miejscowości, dotyczącą okresu do zakończenia II Wojny Światowej, spisaną przez Rudolfa Pradlera, natrafiłem na więcej informacji.

Rudolf Pradler - "Ściegny - Steinseiffen - śląska wieś w Karkonoszach" str. 50

Rudolf Pradler – „Ściegny – Steinseiffen – śląska wieś w Karkonoszach” str. 44

Czyli w sumie wszystko stało się jasne. Obecnie mało który mieszkaniec Ściegien pamięta o tym, że od setek lat aż do początku lat 70 XX wieku cały teren zajmowany przez Osiedle Skalne aż do Wilczej Poręby w Karpaczu przynależał do Ściegien. Dopiero 1 stycznia 1973 roku Osiedle przyłączono do Karpacza. A mieszkańcy Osiedla automatycznie stali się Karpaczanami.

Pozostały jeszcze pytania czy podana lokalizacja jest dokładna i czy w ogóle obiekt istnieje do dzisiaj? Po przejrzeniu zdjęć archiwalnych, doszedłem do wniosku, że autor położenie określił bardzo pobieżnie. Faktycznie zajazd Mariensruhe znajdował się przy rzece Płomnicy, na wysokości Kruczych Skał. Rozebrany został w 1945 roku. Niestety nie wiem w jakich okolicznościach, ale mam nadzieję, że uda się to w przyszłości ustalić. Obecnie na miejscu zajazdu znajduje się ośrodek Krucze Skały.

Zajazd Mariensruhe. Źródło: www.dolny-slask.org

Zajazd Mariensruhe. Źródło: www.dolny-slask.org

Natomiast jeśli chodzi o zajazd Zum Rabenstein, to znajdował się on, a w zasadzie znajduje, przy drodze odchodzącej w kierunku Wilczej Poręby. Początkowo był to jeden budynek znajdujący się przy samej ulicy. W pierwszej dekadzie XXw dobudowano w głębi podwórza drugi budynek z charakterystyczną, drewnianą kratownicą na elewacji. Obiekt nie dość, że przetrwał do naszych czasów, to cieszyć może fakt, że rozbudowany, w świetnym stanie dalej spełnia swoją funkcję jako hotel Relaks.

Zajazd Zum Rabenstein. Widok z kierunku północnego. Znalezione kiedyś w internecie.

Zajazd Zum Rabenstein. Widok z kierunku północnego. Znalezione kiedyś w internecie.

 

Kowary – hitlerowskie obozy pracy

Jako osoba, której zamiłowanie do historii rozpoczęło się od pewnych wydarzeń z okresu II wojny światowej, cały czas mam świadomość tego jak bardzo jej czasy naznaczyły praktycznie wszystkie miejscowości Dolnego Śląska. Mam na myśli rzecz charakterystyczną właśnie dla okresu tego wielkiego konfliktu, czyli istnienie obozów koncentracyjnych, pracy, jenieckich, zagłady itd. Obozy tworzone przez Niemców, miały być po prostu więzieniem, miejscem eksterminacji lub wykorzystywania ludzi jako praktycznie darmowej siły roboczej.

Z racji tego, że ostatnio pisałem o Kowarach, postanowiłem poświęcić kolejny swój wpis właśnie zagadnieniu obozów znajdujących się w tym mieście. Nie jest to zagadnienie przyjemne ani też szczególne. Niemcy pod rządami NSDAP z upodobaniem rozwijały sieć obozów. Nie tylko były one formą represji ale również świetnym interesem. Nie był to z resztą ich „wynalazek”. Pierwsze obozy koncentracyjne powstawały już w drugiej połowie XVIII wieku. Pierwsze niemieckie obozy powstały w roku 1904 w niemieckich koloniach w Afryce.1 Ich skutkiem było wymarcie 65 z 80 tysięcy mieszkańców. Komisarzem kolonii i osobą współodpowiedzialną za działalność obozów był Heinrich Göring, ojciec… Hermanna Göringa.2 Jak więc widzimy, tworzenie obozów jest swoistą niemiecką specjalnością, a ich próby wybielenia swojej przeszłości w obecnych czasach powinny wywoływać tylko pusty śmiech. Ale to taka moja złośliwa dygresja. Dodam jeszcze na marginesie, że przed II wojną (ok. roku 1936) w obozach przetrzymywano głównie więźniów politycznych a ich praca była wykorzystywana między innymi w rejonie Gór Sowich o czym wspominają relacje okolicznej ludności.

Wracając do Kowar zaznaczyć należy, że obozy znajdujące się w mieście nie były duże, liczyły od kilkunastu do kilkudziesięciu więźniów. Głównie pochodzili oni z trzech „źródeł”. Po pierwsze byli to robotnicy przymusowi, czyli ludność cywilna, z podbitych przez Niemcy terytoriów. Druga grupa to jeńcy wojenni, głównie Francuzi i Włosi. Ostatnia grupa to byli ludzie złapani po upadku powstania warszawskiego, głównie kobiety, niektóre z dziećmi. Jednocześnie była to grupa, która zakończyła okres tworzenia w Kowarach nowych obozów. Wszystkie obozy w Kowarach były, według mojej opinii, obozami pracy. W literaturze można spotkać czasem rozróżnienie na kowarskie obozy pracy oraz obozy jenieckie. Jednak wszyscy więźniowie którzy tu trafiali, trafiali do pracy. Z resztą bezsensem byłoby przywożenie np. z Goerlitz ok 15 osób, tylko po to, żeby je przywieźć.

Myślę, że tym wstępem przybliżyłem problematykę obozów w Kowarach i mogę przejść do przedstawienia już konkretnych miejsc. Dodam, że w tym wpisie ograniczę się do miejsc znajdujących się bezpośrednio w mieście. Obozy w okolicznych miejscowościach opiszę w innym artykule.

Fabryka Dywanów:

  • obóz założony na bazie majątku skonfiskowanego żydowskiej rodzinie Weinsteinów. . Liczył ok 500m2 powierzchni, przebywało w nim od 150 do 200 jeńców ze Stalagu VIIIA Goerlitz. Był to najliczniejszy udokumentowany obóz w Kowarach. Więźniowie byli zatrudniani w okolicznych zakładach oraz w fabryce dywanów. Jako jedyny, obóz posiadał swoją izbę chorych a warunki w nim panujące były w miarę dobre. Obóz zlikwidowano w maju 1945 roku.
  • Obóz dla kobiet z powstania warszawskiego. Założony 16 sierpnia 1944 roku, zlikwidowany w 1945r. W obozie przebywało ok 40 kobiet zatrudnionych w fabryce dywanów. Obóz znajdował się przy obecnej ulicy zamkowej w piętrowym budynku. Kobietom, z uwagi na złe warunki żywieniowe pomagali Polacy przebywający w Kowarach na wolności.

Oba obozy mieściły się po stronie południowej ulicy zamkowej. W tym miejscu są obecne budynki, rozbudowanej w latach 60-tych XX wieku fabryki dywanów. Pierwotnie fabryka dywanów ograniczała się do zabudowań najbliższych majątku jej właścicieli, czyli Willi Smyrna. Podczas wspomnianej rozbudowy wyburzono wiele mniejszych zabudowań, w tym wspomniane obozy.

SONY DSC SONY DSCWilla Smyrna.

SONY DSCWjazd na teren dawnej fabryki dywanów.

Oba obozy wymieniane są w opracowaniu Zbigniewa Bartkowskiego pt. „Obozy na ziemi Jeleniogórskiej w latach 1939 – 1945”, Rocznik Jeleniogórski, tom X, 1972r (dalej RJ`72) oraz monografii „Dzieje Kowar – zarys monograficzny do 2010 roku” pod redakcją Wiesława Wereszczyńskiego, Wydawnictwo „A-F-T”, Jelenia Góra 2013 (dalej DK) dodatkowo obóz drugi występuje również w opracowaniu pt „Obozy hitlerowskie na ziemiach polskich 1939-1945” pod redakcją Głównej Komisji Badania Zbrodni hitlerowskich w Polsce, PWN, Warszawa 1979 (dalej OH).

 

Fabryka porcelany technicznej.

  1. Obóz założony w sierpniu 1944 roku. Przebywały w nim Polki z powstania warszawskiego w liczbie ok 25. Zakwaterowane były w jednej z hal fabrycznych. Przypuszczalna data likwidacji to maj 1945r. Obóz wymieniony w RJ`72 oraz OH.

SONY DSCSONY DSC SONY DSC SONY DSCZabudowania fabryki porcelany technicznej, obecnie zakład kamieniarski.

Obóz przy dawnej ulicy Armii Czerwonej nr 10 (obecnie ul. Łomnicka):

  1. Obóz założony w 1940 roku. W murowanym budynku zakwaterowanych miało być ok 400 jeńców francskich ze Stalagu VIIA Goerlitz. Dzieleni mieli być na małe grupy (10-20) osób i wysyłani do różnych prac w Kowarach, Mysłakowicach i Krzaczynie. Obóz miał być zlikwidowany w maju 1945r. Obóz jest wymieniany zarówno w RJ`72 jak również DK. Z tym, że pan Wereszczyński wspomina że obóz ten nie został wspomniany przez samych Francuzów w ich monografii, poza tym jego rozmiary oraz sposób funkcjonowania pozwalają powątpiewać w jego istnienie.

  SONY DSC SONY DSC SONY DSCBudynek przy ulicy Łomnickiej 10.

Obóz przy dawnej fabryce włókienniczej, powojenny oddział firmy Orzeł, ul Bielarska, za czasów niemieckich Otto Peschel – Bleich und Apparaturanstalt.

  1. Obóz dla kobiet z powstania warszawskiego, utworzony w sierpniu 1944r. W obozie przebywało ok 30 kobiet, niektóre z dziećmi. Kobiety pracowały w bielniku, praca była ciężka, przy środkach chemicznych. Kobiety uskarżały się na słabe wyżywienie. Zimą sytuacja była jeszcze gorsza, gdyż kobiety zakwaterowane były na poddaszu jednej z hal, poddasze to było nieogrzewane. Polkom starali się pomagać inni Polacy zatrudnieni poza zakładem. Obóz zlikwidowany 30 kwietnia 1945r. Wymieniany w: RJ`72, DK oraz OH

SONY DSC SONY DSC SONY DSCNa zdjęciach zabudowania dawnego bielnika, część hali fabrycznej jakiś czas temu została wyburzona.

Kopalnia rudy żelaza/uranu Wolność.

  1. Obóz założony w kwietniu 1940 roku. Pierwszą grupę więźniów stanowili Polacy z Sosnowca i Dąbrowy Górniczej w liczbie 25 osób. W swoich miejscach zamieszkania pracowali głównie jako górnicy i taką pracę dostali w Kowarach. W czasie późniejszym ilość więźniów wzrosła do 40 osób, a w sierpniu 1944 roku przywieziono kolejnych 15. Wszyscy więźniowie musieli na ramieniu nosić opaski z literą P. Nie byli pilnowani,ale nie mogli też chodzić po całym mieście. Np. nie mogli korzystać z niemieckich instytucji kulturalnych, kościołów. Z gospód mogli korzystać jedynie w wyznaczonych godzinach i nie mogli w tym czasie w nich przebywać Niemcy. Mieli też wyznaczone godziny w jakich nie mogli wychodzić poza obóz i miejsce pracy (najczęściej między godziną 21 a 5 rano)3 Praca na kopalni trwała od 5:30 do 22:450 w przypadku osób pracujących pod ziemią (praca na dwie zmiany) oraz od 5:30 do 23:30 jeśli chodzi o pracę na powierzchni. W pierwszych latach niedziela była dniem wolnym od pracy.4 Robotnicy za swoją pracę dostawali wynagrodzenie w takiej wysokości jak pracownikom niemieckim, z tym, że zgodnie z ustawą z dnia 16.5.1940r robotnikom polskim potrącano 15%. Przysługiwało też prawo do dodatku za pracę poza miejscem zamieszkania, jednak od listopada 1940 przysługiwało ono wyłącznie żonatym.5 Przeciętnie polski robotnik zarabiał ok 150 marek miesięcznie, jednak jeśli odejmiemy od tego wspomniane 15% oraz wszelkie inne „dodatki” jak np. opłata za wyżywienie i miejsce w baraku to okaże się, że wszystkie razem wynosiły ok 100 marek. Więc pozostaje ok 50 marek z których robotnik musiał kupić sobie ubrania, mydło, lepsze wyżywienie oraz część wysłać na utrzymanie rodziny. Trzeba pamiętać, że zdarzali się robotnicy, którzy na rękę dostawali raptem 11 marek, tak jak np. S. Gacek zatrudniony od stycznia do lipca 1941r.6 Polscy robotnicy mieszkali w baraku na terenie kopalni i musieli przestrzegać dość ogólnego regulaminu obozowego. Do ich obowiązku należało np. dbanie o czystość i porządek w obozie, dbanie o inwentarz obozowy, nakazywano im zasłanianie okien po zmroku oraz zakazywano trzymania na terenie obozu pił i siekier. W obozie przeprowadzano inspekcje i wizytacje.7 Polacy żywieni byli z kuchni obozowej prowadzonej przez Niemki, jednak ich wyżywienie było dość marne. Na śniadanie i kolację otrzymywali kawę bądź herbatę i ciepłą strawę na obiad.8 Wiadomo że wśród Polaków zdarzały się ucieczki, próby uchylania się od pracy czy nawet akcje sabotażu.9 Oprócz przytoczonego w przypisach źródła obóz wymieniają: RJ`72, DK, OH
  2. Obóz dla jeńców francuskich. Data założenia nie znana. W obozie przebywało ok 40 więźniów. Zakwaterowani byli w baraku drewnianym obok kopalni, pilnowani przez żołnierzy Wehrmachtu. Praktycznie wszyscy pracowali jako górnicy. Obóz został zlikwidowany w maju 1945roku. Wymieniany w: RJ`72 oraz DK z tym, że autor opracowania w DK, pan Wereszczyński, podaje, że raczej to byli jeńcy włoscy a nie Francuzi. Rozwiązaniem tych niejasności może być zapis z OH, który mówi o oddziale roboczym jeńców ze Stalagu VIIIA Goerlitz, utworzonym w 1941 dla jeńców francuskich, od 1942 radzieckich a w latach 1943-45 włoskich.10
  3. Obóz dla jeńców włoskich. Data utworzenia również nieznana. W obozie było ok 60 więźniów, którzy przebywali w hali po dawnej kuźni. Część pracowała pod ziemią. Pilnowani byli również przez żołnierzy. Likwidacja również w maju 1945 roku. Obóz ten jest w wymieniony w RJ`72 oraz DK.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSCFotografie przedstawiają teren po kopalni Wolność.

Oprócz powyższych w OH wymieniony jest obóz jeńców nieustalonej narodowości ze Stalagu VIII A Goerlitz, którzy w październiku 1940 roku mieli w liczbie 15 osób pracować przy regulacji rzeki oraz obóz w którym między październikiem 1943 a majem 1945 roku mieli być przetrzymywani Polacy żydowskiego pochodzenia. Lokalizacje obu obozów nie są znane.

Z powyższego zestawienia wynika że w Kowarach w czasie wojny mogło przebywać co najmniej 450 (uwzględniając obóz przy ulicy Łomnickiej nawet 850) więźniów. Należy też pamiętać, że mniejsze firmy mogły zatrudniać do pracy pojedynczych więźniów. Źródła na których się opierałem nie wspominają o śmiertelności. Prawdopodobnie wynika to ze stosunkowo dobrego traktowania więźniów. Niemniej jednak zauważyć należy, że do tej pory poza opracowaniami podobnymi do mojego pracownicy przymusowi z Kowar nie zostali w jakikolwiek sposób upamiętnieni. Mam nadzieję, że informacje zawarte przeze mnie, mimo że nie dotyczą tematu przyjemnego, będą dla osób interesujących się historią zarówno Kowar, jak i Kotliny jeleniogórskiej przydatne.

Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa.

1„Koszmar niewolnictwa. Obozy koncenracyjne od 1896 do dziś.” – Andrzej Kamiński, wyd Przedświt, Warszawa 1990.

2„Historia stosunków międzynarodowych 1815-1945.” Wyd X, Wiesław Dobrzycki, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2007

3Zbigniew Kwaśny, Czesław Margaś, „Z dziejów polskich robotników przymusowych w kowarskiej kopalni w latach 1941-43”, Rocznik Jeleniogórski 1963, str. 126

4Zbigniew Kwaśny, Czesław Margaś, „Z dziejów polskich robotników przymusowych w kowarskiej kopalni w latach 1941-43”, Rocznik Jeleniogórski 1963 str. 122

5Ibidem, str. 123

6Ibidem, str. 124

7Ibidem, str. 127

8Ibidem, str. 127

9Ibidem, str. 132

10„Obozy hitlerowskie na ziemiach polskich 1939-1945” Główna Komisja Badania Zbrodni hitlerowskich w Polsce, PWN 1979, str 247

Legenda o Duchu Gór i początkach miejscowości Ściegny.

Legenda o Duchu Gór, początkach miejscowości Ściegny, złych szamankach i wiecznej studni.

 

Widok na Ściegny ze skraju lasu na wschodzie wsi. W tel Księża Góra i Śnieżka.

Widok na Ściegny ze skraju lasu na wschodzie wsi. W tle Księża Góra i Śnieżka. Z archiwum autora.

Wieś Ściegny (niem. Steinseiffen – kamienny potok) jest podobna do innych miejscowości Karkonoszy. Malowniczo położona wzdłuż potoku Skałka, który swój początek bierze aż pod Kowarskim Grzbietem między Budnikami a Wilczą Porębą. Jednak jej historia jest jedyna w swoim rodzaju. Niemieccy kronikarze podają, że wioska powstać mogła ok tysięcznego roku, jednak coraz nowsze odkrycia archeologów, takie jak np. Pański Dom świadczą o tym, że początki osadnictwa w Karkonoszach są dużo, dużo starsze. Legendy mówią nawet o pradawnych Celtach, którzy dotarli w nasze góry w poszukiwaniu rud złota i srebra oraz kamieni szlachetnych. Wraz z celtyckimi poszukiwaczami wędrowali Druidzi czyli kapłani, których zadaniem było sporządzanie leczniczych mikstur z ziół oraz składanie ofiar bogom lasów żeby zapewnić ich przychylność wędrowcom. Druidom pomagały szamanki, które miały zbierać zioła oraz inne owoce lasu. Celtowie, dzięki szacunkowi oddanemu Duchowi Gór – Liczyrzepie, dostąpić mieli zaszczytu wejścia do skarbca Karkonoszy. Liczyrzepa wskazał im miejsce w Sowiej Dolinie, w którym poszukiwacze wykuli chodnik do wnętrza góry. W środku mieli znaleźć olbrzymią ilość kamieni szlachetnych. Podobno jedna z istniejących sztolni w Sowiej Dolinie prowadzi właśnie do skarbca Liczyrzepy. Uradowani Celtowie ze znalezionym skarbem mieli wrócić do swojej rodzinnej krainy. Jednak nie wszyscy. Druidzi i szamanki były zachwycone Karkonoszami. Na ich rodzinnej wyspie, ówczesnej Brytanii, nie było takich olbrzymich gór porośniętych tak wspaniałymi lasami z bogactwem zwierzyny, ziół oraz grzybów i jagód. Część z nich postanowiła zostać tu na zawsze. Na swój dom wybrali środkowy bieg właśnie potoku Skałka. Równy teren u samego podnóża gór był idealny do założenia pierwszych gospodarstw. Z czasem obok zagród pierwszych osadników zaczęły pojawiać się następne i tak powstała wieś Ściegny lub jak głosi pierwotna nazwa miejscowości „Osada Kamienny Potok”. Lata upływały a ludzie żyli sobie spokojnie w zgodzie z naturą. Uprawiali ziemię, hodowali zwierzęta, polowali. Zimą Druidzi przygotowywali mikstury z ziół zebranych latem, opowiadali legendy o skarbach ukrytych wewnątrz gór oraz wykonywali ozdoby z drewna. Podobno przodkowie sławnych snycerzy ze Ściegien, których wyroby docierały nawet do Wenecji mieli pobierać nauki właśnie od Druidów. Przez lata wszyscy żyli w zgodzie. Niestety, ze względu na zbyt częste raczenie się nalewkami ziołowymi szamanki zaczęły stawać się coraz bardziej zgryźliwe i kłótliwe. Bez powodu wszcznały awantury, zaczęły też na niewinnych mieszkańców i ich gospodarstwa rzucać złe uroki. Podczas obrzędów przy „Dobrym źródle” na górze Grabowiec ludzie pytali Liczyrzepę, dlaczego ten nie reaguje. Bardzo rozgniewało to Liczyrzepę, który widział, że większość mieszkańców Ściegien jest dobra i ciężko pracuje na chleb. Postanowił pomóc mieszkańcom i ukarać złe szamanki. Po zachodniej stronie potoku wydrążył studnię. Studnię najgłębszą ze wszystkich, tak aby nigdy nie wyschła.

SONY DSC

Następnie złapał wszystkie szamanki, pozamieniał w żaby i wrzucił do studni. Od tego momentu, co roku, kiedy przychodzi lato a poziom wody w studni się obniża, setki żab wyskakują nocami ze studni i próbują przedostać się do lasu porastającego Kozi Grzbiet po wschodniej stronie miejscowości w nadziei, że spotkają jakiegoś Druida, który przywróci im ludzką postać. Pamiątkami po tym wydarzeniu są jedyne w kraju znaki ustawione w górnej części miejscowości ostrzegające o żabach skaczących po ulicy oraz samotna studnia na działce położonej po zachodniej stronie potoku Skałka, w której nawet w największe susze jest woda.

SONY DSC

Wyjątkowy w skali całej Polski znam ostrzegawczy znajduje się w historycznej części miejscowości Steinseiffen.

 

 

PS. Oczywiście powyższa legenda jest tylko legendą mojego autorstwa i należy ją traktować jedynie w kategoriach swobodnej opowieści a nie faktów historycznych.

Campowy Dzień Dziecka

Kilka dni temu zostałem poproszony, jako poszukiwacz, o zorganizowanie jakiejś atrakcji dla dzieci w ramach Campowego Dnia Dziecka organizowanego przez Camp66.  Ideą imprezy było stworzenie dzieciom jak największej liczby najprzeróżniejszych atrakcji. Na moim „stanowisku” każde z dzieci, które przez chwilę chciało poczuć dreszczyk emocji związanych z poszukiwaniem skarbów dostawało wykrywacz do ręki i na wyznaczonym terenie szukało złotych, czekoladowych Denarów;)IMG_20170601_155827 Okazało się, że wszystkim sprzyjało szczęście tego dnia, więc każdy nie dość że mógł zabrać ze sobą słodki skarb, to jeszcze otrzymał odznakę poświadczającą przejście szkolenia z obsługi wykrywacza. IMG_20170601_172911

Zainteresowanie dzieci było olbrzymie, niektóre wracały po kilka razy tylko po to, by pochodzić z wykrywaczem i posłuchać jak „dzwoni” ;) W pewnym momencie na małym poletku poszukiwania były prowadzone przez dwie ekipy poszukiwaczy ;) IMG_20170601_170943Przy okazji z kilkoma rodzicami udało mi się porozmawiać na temat poszukiwań jak również historii okolicznych miejscowości.

Oprócz poszukiwań skarbów na dzieci czekały takie atrakcje jak: pokaz sprzętu gaśniczego zorganizowany przez jednostki OSP Ściegny i OSP Karpacz, nauka strzelania z łuku, podstawy survivalu czyli budowanie szałasu, nauka chodzenia na szczudłach, maxi szachy, olbrzymia góra piachu, tak samo olbrzymie bańki mydlane, slack line oraz cała masa mniejszych ale równie wspaniałych atrakcji. Nie zabrakło oczywiście kiełbasek z ogniska lub grilla oraz hektolitrów orzeźwiającej lemoniady. Wszystko oczywiście było dla dzieci prezentem z okazji ich święta.

Ze zdumieniem zaobserwowałem, że dzieci doskonale potrafią sobie same zorganizować zabawę. Wystarczy zapewnić im odpowiednio dużo miejsca, „narzędzia” do zabawy i przede wszystkim nie przeszkadzać.

Na zakończenie chciałbym bardzo podziękować Pani Magdalenie Arcimowicz za zaproszenie do udziału w imprezie oraz Marcie z Riders-Studio za wykonanie w ekspresowym tempie odznak. Była to wielka przyjemność poświęcić trochę czasu dzieciakom i pokazać im swoją pasję, być może któreś z nich się zarazi i też zacznie szukać „wiatru w polu”. Zapraszam do galerii zdjęć z imprezyIMG_20170601_170933Dla dzieci „śpiewały” Garret Ace 250 oraz Rutus Argo.

Krzaczyna – fabryka zbrojeniowa – film

Bardzo powoli będę chciał dokończyć temat fabryki zbrojeniowej w Krzaczynie. Między wpisami na inne tematy pojawią się wpisy mojego autorstwa na ten temat zamieszczone na stronie, która już nie działa. A tymczasem zapraszam na film, na którym zobaczycie opuszczone pomieszczenia po dawnych warsztatach szkolnych, utworzonych w budynku należącym do fabryki. Zobaczycie również bardzo niepozorny budynek, który skrywa dwa stanowiska do testowania silników rakietowych. Zapraszam:

Krzaczyna cz1.

Krzaczyna cd.

Uwstecznianie się?

W międzyczasie, zanim pojawi się kolejny wpis dotyczący historii moich okolic chciałbym skomentować sytuację, czy pewien trend jaki ostatnio zauważyłem.

Jaka jest sytuacja „poszukiwaczy wiatru w polu” w Polsce większość środowiska wie doskonale. Przepisy nie określają jasno że białe jest białe a czarne czarne, a niektóre urzędy roszczą sobie prawo nawet do marchewki wykopanej w naszym własnym ogródku. Środowisko poszukiwaczy od lat domaga się zmian przepisów. W takiej sytuacji oczywistym jest, że należałoby zadbać o jak najlepszy wizerunek nas wszystkich.

Jako osoba, która chce się swoją wiedzą dzielić z innymi należę do kilku tzw. „grup” na wiadomym portalu społecznościowym. To co obserwuję od początku tegorocznej wiosny powoduje że poważnie się zastanawiam nad tym czy przypadkiem nie zaczęliśmy się cofać w rozwoju. Przytoczę kilka przykładów:

1. Co chwile pojawiają się wpisy osób wkurzonych na ludzi będących przed nimi na danej miejscówce za pozostawione kratery i śmieci. I mają rację. Skoro, jeden z drugim, miałeś tyle siły żeby wyjerchać dół, to masz na tyle żeby zepchnąć tą ziemię tam gdzie była. I nie ważne czy to pole, łąka czy las. Zostawiajmy po sobie porządek. Ręce nam od tego nie odpadną, a kto wie czy za którymś drzewem nie stoi leśnik, który obserwuje nasze poczynania.

2. Praktycznie kilka razy dziennie pojawiają się zdjęcia różnych „urwiłapek”. Najczęściej jeszcze w ziemi i prośba o identyfikację. Gdzieś tam w komentarzach pojawia się informacja że znalezisko zostało w ziemi. I chwała Bogu. Ale po co się tym chwalić i dociekać co to. Ważne że coś niebezpiecznego. Żyjemy na takiej a nie innej ziemi. Pełno tego po polach i łąkach. Wykopałeś? Albo zgłoś albo zakop głębiej. I zapomnij o tym. Po co masz być ciągany po lesie w celu wskazania miejsca ukrycia. Wystarczy przyjąć jedną zasadę: nie chcesz zabierać do domu to się nie chwal, nie rób zdjęć. Proste.

3. Ten przypadek rozłożył mnie totalnie: ktoś trafił na polankę, żeby nie mieć przypałów szukał właściciela. I wtedy wyszło, że na polance był kiedyś cmentarz. Dla mnie sprawa jest zamknięta. Ziemia uświęcona więc nie ma co szpadla wbijać. Ale ten ktoś się pyta czy jak nie ustalił do kogo ziemia należy i nie jest ogrodzona to może kopać. Brak słów.

Takich przykładów mógłbym wypisywać dziesiątki, włącznie z kilkukrotną prośbą o identyfikację tych samych przedmiotów po kilka razy na tydzień. Tutaj widzę dwie przyczyny: społeczeństwo jest leniwe, chce mieć efekty i wiedzę natychmiast oraz to że taka „grupa” to nie typowe forum, gdzie są działy, gdzie są eksperci w danych kategoriach, gdzie wreszcie tematy nie giną po 2 dniach wymieszane wszystkie razem.

Zaraz pewnie wyleje się na mnie fala krytyki. Że trzeba iść z postępem, że tak jest szybciej i łatwiej i że w taki sposób „nowi” szybciej zdobywają wiedzę. Po pierwsze nie zawsze szybciej i łatwiej znaczy lepiej. Po drugie w taki sposób wcale się nie rozwijamy, wręcz przeciwnie. Po trzecie o wiele więcej satysfakcji sprawia samodzielna identyfikacja znaleziska niż cyknięcie zdjęcia i wrzucenie w net.

Na zakończenie tej mojej przydługiej wypowiedzi chciałbym zaapelować o rozsądek we wszystkim co robimy. Pamiętajmy że działamy nie tylko na swoje, ale przede wszystkim całej społeczności imię. Chciałem też polecić miejsce w sieci, które uważam za bardzo ciekawe, mianowicie http://www.pasja-eksploracja.com/. I już całkiem na koniec życzę wszystkim szukającym wiatru w polu płytkich i bogatych dołków.

PS. http://riese-inne.blogspot.com/

Kowary – strzelnica

Pewnie większość z Was słyszała jakiś czas temu o pomyśle budowy strzelnicy w każdej gminie. Samą zasadność takich działań zostawmy, ale być może byłaby to szansa na uratowanie obiektów, które kiedyś służyły ludności do trenowania i uprawiania strzelectwa a obecnie popadają, bądź już prawie są ruiną.

Taka właśnie strzelnica znajduje/znajdowała się w Kowarach. Położona jest przy obwodnicy miasta, za stacją paliwową Muller, jadąc w kierunku południowym. Wprawne oko dostrzeże w zaroślach wał ziemny oraz fragmenty jakiś „betonów” nieopodal drogi. Jak wspomniałem kowarska strzelnica chyli się ku upadkowi, choć jej najważniejsza część, czyli wały zabezpieczające linię strzału oraz kulołap wyglądają dość nieźle. Natomiast praktycznie nie zostało nic z budynków, które służyły do obsługi strzelnicy. Cały teren oczywiście jest zaśmiecony wszelkimi możliwymi śmieciami. Taka nasz przypadłość. Poniżej kilka zdjęć obiektu.

SONY DSC

Miejsce po budynkach

Kolejne resztki budynków.

Kolejne resztki budynków.

Widok w kierunku wschodnim.

Widok w kierunku wschodnim.

Widok na kulołap kończący strzelnicę.

Widok na kulołap kończący strzelnicę.

Oraz rzut oka ze szczytu kulołapu. Patrzymy w kierunku zachodnim.

Oraz rzut oka ze szczytu kulołapu. Patrzymy w kierunku zachodnim.

Lokalizacja strzelnicy na przedwojennej mapie, dlatego brak obwodnicy.

Lokalizacja strzelnicy na przedwojennej mapie, dlatego brak obwodnicy.