Czego nie ma w pociągu.

Cały świat z zapartym tchem patrzy w kierunku Wałbrzycha, bo tam rozpoczęły się prace mające na celu dotarcie do „Złotego Pociągu”. Lokalne stacje radiowe z cogodzinną częstotliwością przypominają, że już za moment, za sekundę spod nasypu kolejowego wystrzeli złocista lokomotywa. Jednocześnie oficjalni sprawcy całego zamieszania, czyli spółka Koper&Richter jakby chcąc się zabezpieczyć przed porażką (szczególnie finansową) zdecydowała o odpłatnym przekazywaniu materiału wideo stacjom telewizyjnym z przebiegu akcji. Czyli jak wygląda odkopywanie pociągu zobaczą tylko wybrani, a jedyny przekaz na żywo będzie miała policja i zainteresowane służby. Typowe dla naszego kraju.

Ale ja w sumie nie o tym chciałem. A mianowicie o tym skąd się wziął „Złoty” pociąg i czego w tym pociągu na pewno nie będzie o ile jakikolwiek pociąg się znajdzie. Otóż mityczny Złoty Pociąg to rozwinięcie idei równie mitycznego Złota Wrocławia. Dla przypomnienia: autochton Herbert Klose, z zawodu weterynarz, zamieszkały we wsi Sędziszowa miał twierdzić, że w czasie wojny pracował w Prezydium Policji we Wrocławiu (niem. Breslau). Tam został przydzielony mjr. Olenhauerowi w roli przewodnika. Obaj mieli odbyć kilka wypraw w różne zakątki Dolnego Śląska w poszukiwaniu idealnego miejsca na ukrycie dość sporego depozytu. Ten miał składać się z rezerw wrocławskich banków oraz kosztowności zebranych od mieszkańców miasta. Owo zbieranie miało odbywać się w ramach apelu wystosowanego przez władze miasta do mieszkańców, a ogłoszonego na plakatach i ulotkach rozmieszczonych w całym mieście. Jednak podczas powrotu z jednej z wypraw nasz kapitan Klose spadł z konia i trafił do szpitala przez co został wyłączony z akcji ukrywania. Tyle historii mieszkańca Sędziszowej bardziej dokładnie jest ona opisana w książce „Złoto Generałów” Kudelskiego. Nasz „Złoty Pociąg” z Wałbrzycha ma być efektem wypraw mjr Olenhauera. W jego wagonach mają być ukryte depozyty banków Breslau oraz prywatne. Problem w tym, że cała tak historyjka opowiadana przez Klosego, będąca jednocześnie podstawą do szukania tego typu pociągów ma kilka słabych punktów. Po pierwsze nigdy nie udało się potwierdzić faktu zatrudnienia Klosego w randze kapitana, a taką informację podawał. Po drugie nikomu nigdy nie udało się potwierdzić istnienia wspomnianego mjr Olenhauera ( w różnych wariantach pisowni). Po trzecie trochę bezsensowny jest moment przygotowań do ukrycia depozytu. Klose podaje że wszystko działo się zimą 1945 roku. Jest to trochę późno, ponieważ wojska radzieckie stały na wschód od Warszawy już w sierpniu 1944. Na linii frontu gromadzono olbrzymie ilości sprzętu i ludzi. Dla każdego wywiadowca wiadomym było że te siły nie mają zostać rzucone na płonącą Warszawę. Wiadomym też było w jakim stanie jest Rzesza Niemiecka. W tych warunkach czekanie z wywiezieniem depozytów bankowych z Wrocławia aż do zimy bądź wiosny było dosłownie kretynizmem. Akcja taka została najprawdopodobniej przeprowadzona, ale jesienią 1944, czyli w momencie kiedy wszystkie drogi były przejezdne, akcję można było przeprowadzić na spokojnie, nie zwracając niczyjej uwagi. W końcu po czwarte prawie niewiarygodnym jest wystosowanie apelu do mieszkańców Wrocławia o składanie swoich kosztowności w bankach. Dlaczego? Otóż nigdy i nigdzie nie udało się odnaleźć choćby strzępka plakatu, ulotki czy gazety z takim apelem. A Klose cały czas powtarzał, że apel ukazał się drukiem. Kto choć trochę zna historię Wrocławia ten wie, że ważne apele, odezwy itp. we Wrocławiu ogłaszano w inny sposób. Otóż od połowy lat 30, od kiedy NSDAP uzyskała władzę w Rzeszy, we Wrocławiu zainstalowano system kilkuset głośników zainstalowanych na masztach w całym mieście. System ten tworzył wewnętrzny radiowęzeł, wykorzystywany przez narodowych socjalistów do celów propagandowych. Poza tym propaganda szerzona przez Goebbelsa nie pozwalałaby na wystosowanie takiego apelu. Tak się składa, że ostatnio czytałem książkę Richarda Hargravesa „Ostania twierdza Hitlera Breslau 1945”. (Nie lubię książek angielskojęzycznych autorów bo za dużo w nich zachodniej propagandy, ale akurat w tej jest ona na tyle widoczna, że po odfiltrowaniu zostają bardzo ciekawe opisy.) W książce tej w wielu miejscach jest napisane, że mieszkańców miasta propagandziści partii zapewniali w oficjalnych wystąpieniach o ich bezpieczeństwie, o pewności zwycięstwa Wielkiej Rzeszy Niemieckiej, o tym, że jeżeli chwilowo trzeba ograniczyć dostępność niektórych dóbr to tylko po to, by za chwilę cieszyć się bogactwem podbitej Europy. Mało tego, poddawanie pozycji Rzeszy w jakąkolwiek wątpliwość groziło posądzeniem o szerzenie defetyzmu. Funkcjonariusze partyjni byli wyczuleni na tym punkcie a zarówno Hans Frank jak i Goebbels czy Hitler na samo wspomnienie o tym dostawali ataków furii. Nawet na kilka chwil przed upadkiem Festung Breslau osobom wyrażającym chęć poddania miasta groziła śmierć, a w czasie samego oblężenia rozstrzelano pod zarzutem szerzenia defetyzmu kilkadziesiąt osób. Więc zastanówmy się tak chłodno cóż by się działo zimą 1944/45 jeśli zostałby wystosowany apel o oddawanie kosztowności z uwagi na zagrożenie atakiem na miasto. Biorąc pod uwagę powyższe uważam, że nie ma co szukać czegoś co miałoby być „Złotym Pociągiem”. Mieszkańcy Breslau swoje kosztowności albo zabrali ze sobą podczas olbrzymiej ucieczki z miasta tuż przed oblężeniem (nie można nazwać tego ewakuacją), ci zamożniejsi i więcej znaczący wywieźli to niepostrzeżenie korzystając ze swoich powiązań a depozyty bankowe zostały ewakuowane odpowiednio wcześniej na zachód.

Poruszając kwestię pociągowej gorączki chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedno. Otóż w momencie kiedy pojawia się możliwość zaistnienia przed szkiełkiem kamery ludziom wyłączają się wszelkie instynkty samozachowawcze a zdrowy rozsądek jest odsuwany głęboko w czeluście umysłu. Oczywistym szczytem szczytów jest tutaj rozwalanie muru oporowego na Jaworniku, dziwienie się że za drzwiami jest zawał i bajania wszelkie o „muchołapkach” i podobnych ustrojstwach. Ale syndrom ten dotyczy również ludzi do tej pory twardo stąpających po ziemi. Równolegle do działań w Wałbrzychu odbywają się prace pod Kamienną Górą. W mediach w roli eksperta wypowiada się Pan Lubieniecki. Kilka lat temu Pan ten wydał książkę, w której podchodził dość chłodno do tematu podziemnej fabryki w Antonówce. Przytaczał konkretne dowody, wskazywał miejsca, tłumaczył do tej pory niewytłumaczone. Ale nagle okazuje się, że teraz sam sobie zaprzecza. Otóż nie dość że nie neguje istnienia samej podziemnej fabryki to z wielkim przekonaniem opowiada, jakoby pod ziemią prowadzono eksperymenty biologiczne z wykorzystaniem jadu żmij, które występują w okolicznych lasach. Z mojej strony dwie sprawy: po pierwsze mieszkańcy pobliskiego Raszowa zgodnie powtarzają, że żmije pojawiły się na przełomie lat 60/70. Po drugie kto normalny lokowałby laboratoria chemiczne lub biologiczne w bezpośrednim pobliżu montowni amunicji, gdzie ryzyko eksplozji znacznej ilości materiałów wybuchowych jest bardzo wysokie.

Jak widać to co mówią do „profesory” i „eksperty” wszelkie trzeba brać bardzo na chłodno, tym bardziej że panuje zbiorowa gorączka powodująca bredzenie.

Bookmark the permalink.

10 Comments

  1. Czego nie ma w tym pociągu to nie wiem , ale wiem jedno . W nim albo na nim (czytaj : złotym pociągu) siedzą okrakiem dwaj
    (napisałbym Zajebiście Wytrawni Poszukiwacze Skarbów , ale ten tytuł akurat przypadł komu innemu . M.B. niechlubnie pochwalił się w prasie i telewizji podwórkowej , jak to wykopał dokumenty znalezione na Przełęczy Kowarskiej które oddał niemieckim zleceniodawcom za ileś tam euro ).
    Aspekt finansowy spółki , hmm . Mając wszelkie zgody na prace w terenie , (trąci to troszkę teorią spiskową) , ale jaki to problem ogłosić „przetarg” na prawa autorskie na wyłączność , tym bardziej że wrzawa medialna dość głośno i wymownie nagłośniła dokonania tych że panów – smakowity kąsek dla niektórych stacji telewizyjnych . Dadzą każde pieniądze za prawa . A że przy okazji zostanie coś na „górkę” , to spółka K & R będzie z radości skakała , że tym sposobem oszukają masę ludzi i instytucji . Pomijając fakt że na 65 kilometrze może nic nie być ukryte , ale rozgłos się liczy . Jedynie co ujrzy świat to to że np jest tunel albo i nie ma . No cóż jak się żeruje na wynikach badań pana Słowikowskiego i nie ma się honoru a tylko tupet , żądzę …….. po trupach do celu . Efekt końcowy poznaliśmy już , ruszają prace odkrywkowe .

    Herbert Klose – weterynarz , marionetka . Kłamca . Pewnie miał coś na sumieniu , a że bał się żeby bezpieka za wnikliwie jego nie prześwietliła , więc stąd ta bajka o ukrywaniu „depozytu”.

    Pan Lubieniecki , nie pierwszy i nie ostatni który szybko zmienia swój światopogląd .
    ……… ale to pewnie jak go żmija dziabła w tyłek , niekoniecznie w Antonówce .
    A może to był zaskroniec ?

    • Ten wątek z jadem żmii przewija się już od chyba 20 lat, i wciąż go ktoś co jakiś czas odświeża.

      • …i będzie odświeżał , a to zazwyczaj jest tak jak się nie ma nic więcej do powiedzenia w wiadomym temacie . Więc sięga się po tematy zastępcze ,
        no i „pranie mózgu” murowane .
        Ktoś kto jest w temacie szybko wyfiltruje co jest na rzeczy ,
        a niedoinformowany łyknie taką „nowinkę” jak żaba muchę .

  2. Panowie! Pisanie bredni w tego typu artykułach, czy tam coś jest czy też nie ma to tylko bicie piany w zasadzie nic nie wyjaśniające. Sam od wielu lat biegam z wykrywaczem poszukując śladów naszej, dawno już zapomnianej historii i jedno wiem. Gdybym nie sprawdził jakiegoś miejsca o którym krążyły mniej lub bardziej wiarygodne opowieści, to wiele fajnych artefaktów zgniło by w ziemi zamiast cieszyć oczy ludzi przychodzących na okolicznościowe wystawy. Dajmy ludziom popracować bo przecież robią to za własne pieniądze i jak nic nie znajdą to będzie ich strata. To jeszcze kilka dni – cierpliwości!

    • Pisanie bredni w tego typu artykułach

      Każdy ma prawo do własnej oceny, ale brednie to raczej nie są. Artykuł został napisany w oparciu o wiele źródeł takich jak chociażby oryginały zeznań Klosego przed funkcjonariuszami UB, wspomnienia mieszkańców Breslau itp… Myślę, że kto w jakiś sposób jest zaznajomiony z tym czy podobnymi tematami ten zauważy że nie jest to materiał wzięty z księżyca, a jego celem jest wyprostowanie chociaż trochę tego co się wyprawia obecnie. To jest taka trochę walka z wiatrakami, bo ludzie wolą lecieć na fali bajdurzenia w tv, ale uważam, że tego typu teksty powinny się pojawiać. Poza tym może to być też dodatkowa informacja dla tych, którzy ogólnie pojętą eksploracją interesują się od niedawna. Co do sprawdzania lokalnych podań to jestem za, tylko nie róbmy od razu z igły widły. Pozdrawiam.

  3. W pełni się zgadzam z tym że każdy ma prawo do własnej oceny, tylko że ta ocena musi być wyważona a nie napastliwa i uwzględniać to że inni też mogą mieć rację. Przede wszystkim nie wolno dezawuować wysiłków innych ludzi, choćby okazało się że nie mieli racji. Archeologia ma to do siebie że na kilkadziesiąt, a może na kilka tysięcy „strzałów” celny okazuje się tylko jeden. Nie znaczy to jednak że nie trzeba próbować. Wiara, nadzieja i pasja to cechy które powinny kierować eksploratorami. W innym przypadku nie miało by to sensu.

    • Zgadzam się, z tym wyjątkiem, że ta sprawa, z resztą jak każda, ma swoje kulisy, ludzi których się nie pokazuje, a którzy mieli i mają wpływ na te czy inne wydarzenia. Do tego dochodzą zaszłości sprzed lat kilku. Jeśli ktoś miał okazję poznać ludzi, sytuacje i wydarzenia to sprawa wygląda jak wygląda.

      Środowisko archeologów znam tylko pobieżnie, ale jestem pewien że różni się ono sporo od środowiska eksploratorów.

      Niech kopią, może coś wykopią ;)

      Natomiast jeśli chodzi o prace na Jaworniku to nie była żadna eksploracja tylko dewastacja. To po pierwsze, po drugie wyszły na jaw dwie sprawy. Pierwsza taka: widać, że organizatorzy nie zadali sobie najmniejszego trudu aby dotrzeć do ludzi, którzy już kiedyś tam kopali. Ci ludzie na pewno podpowiedzieliby jak się zabrać do tematu, w końcu co poniektórzy dotarli dalej niż koparka. Druga to to, że pan Sz. w ogóle nie bierze przykładu z prac prowadzonych przez ekipy z większym doświadczeniem. Przecież całkiem nie dawno była kopana Gontowa i to przez górników, był kopany Soboń. Sorry, ale 70-80 letnia sztolnia to nie plac budowy gdzie można szaleć koparkami i podobnym sprzętem. Pisałeś o pasji. Tam nie było pasji, był widok kasy na horyzoncie i to bynajmniej z jakiś odkopanych depozytów…

      • Panowie, przemawia przez Was zawiść i niezdrowa konkurencja! Przecież ludzie którzy tam kopią legalnie mają za sobą wielomiesięczne starania o pozwolenia na tą działalność i robią to zgodnie z prawem. Jeżeli macie dowody na jakieś nieprawidłowości, to zgłoście się do prokuratury a nie wylewajcie swoich frustracji na forach internetowych. Moja rada to zdobyć pozwolenie i kopać własny dołek, może coś traficie. Życzę powodzenia! :)

        • Żadna zawiść. Poza tym jeśli chodzi ekipę „Pociągową” to oczywiście że kopią legalnie (aktualnie nawet wiercą ;) więc powodzenia. Natomiast jeśli chodzi i Jawornik to oczywiście doszło tam do dewastacji. W pozwoleniu od konserwatora jakie otrzymał szpak w mundurku nie było mowy o użyciu ciężkiego sprzętu do grzebania za drzwiami. Ani tym bardziej o burzeniu muru. Oczywiście jeden zrzuca teraz na drugiego, wszyscy się tłumaczą względami bezpieczeństwa itd. Już taki mieliśmy przypadek z Orłem w Mysłakowicach. Dzięki podobnemu idiotyzmowi pozbyliśmy się zabytku na skalę europejską. Na Jaworniku pozbyliśmy się jedynego obiektu z tak zakończonym wejściem. I to dlaczego? Bo się facetowi w mundurku skauta zachciało puszyć przed kamerą i opowiadać bajki z mchu i paproci. To są fakty, żadna zawiść, proste. Z tego co mi wiadomo to prokuratura już się tym zajmuje. A dołki swoje mamy. I kopiemy, zawsze z pozwoleniem. Pozdrawiam ;)

  4. GRATAD witaj .
    Dlaczego sądzisz że jest to zawiść ?
    A już tym bardziej konkurencja ?
    Weźmy prosty przykład , czy ja lub Kondi87 czy też każdy inny człowiek , nawet Ty , czy jest , czy może być w jakiejkolwiek formie , konkurencją dla poczynań XYZ .
    Myślę że odpowiedź znasz .
    Natomiast jeżeli chodzi o wypowiedzi czy tu na blogu u KONDI87 , czy też na innych forach , to mogę śmiało powiedzieć że – nikt nikomu nie zazdrości dokonań , niech robi swoje – tyle tylko żeby to robił właściwie a nie oszukiwał wszystkich wkoło i liczył że jakoś to będzie .
    Pierwsze oszustwo to takie że po wrzawie medialnej w końcu koperek przedstawił ten „słynny” wykres z geocośtam i wmówił że przedstawia skład pociągu pancernego ( czytaj ZŁOTEGO ) .

    Co oczywiście jakiś kompetentny rządowy „mądrala” ogłosił że nawet widzi
    jakieś „czołgi” na lorze .
    Szkoda że na podstawie tego wydruku nie ogłosił że jeszcze z silnika olej wycieka :) .

    A tak naprawdę to pierwszy upubliczniony wykres na ich stronie przedstawiał coś , czego nie da się sklasyfikować – potem się tłumaczyli że to tylko tak poglądowo co potrafi ich „sprzęt” .
    Później robili powtórne „badania” tymże sprzętem , i co ?
    Nawet nie pokazali bieżących wykresów .
    No więc o czym to może świadczyć ?

    Nie wszystkie komentarze są takie że wszystko jest „cacy” i nic innego
    jak tylko ślepo wierzyć i wykładać kasę na coś co ………
    z góry jest skazane na porażkę , o czym dobrze wiedział koper&pietruszka .

    Było , jest i będzie sporo takich głosów , które bardzo krytycznie podsumują dotychczasowe działania wątpliwej jakości spółki .
    Nie raz tak było że ludzie którzy zadawali konkretne pytania i …….. , do tej pory się nie doczekali na jakąkolwiek odpowiedź .
    Czy pisząc o pewnych nieprawidłowościach , można to nazwać „zawiścią” ?

Odpowiedz na „OKIAnuluj pisanie odpowiedzi