Willa Urocza

Zacznę od tego, że ten artykuł miał w ogóle nie powstać. Tzn relacja z naszej wizyty w tym miejscu miała nie być publikowana, bo w sumie i po co? Jednak że nasze Stowarzyszenie zajmuje się propagowaniem prawdziwej historii kotliny Jeleniogórskiej, po przeczytaniu artykuły Antoniego Gąssowskiego w styczniowym wydaniu Nowin Jeleniegórskich pod tytułem: „Nawiedzony Hotel”, postanowiłem opisać ten obiekt i jednocześnie sprostować to co zostało w nim napisane. Chodzi mi tutaj o umieszczenie w tym obiekcie „konferencji” na temat ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, która odbyć się miała 3 kwietnia 1944 roku. Jest to oczywistą nieprawdą. W rzeczywistości ta konferencja odbyła się 20 stycznia 1942 roku w Berlinie-Wannsee, w willi Grosser Wannsee 56/58. Jeśli ktoś chce to sprawdzić to w internecie jest bardzo dużo informacji. Piszę to ponieważ o ile delikatne ubarwianie rzeczywistości na potrzeby artykułu można przemilczeć to świadome wprowadzanie czytelnika w błąd przy tak ważnych dla historii wydarzeniach trzeba prostować od razu. Skoro wszelkie wątpliwości zostały wyjaśnione wróćmy do samej budowli.

Willa Urocza w czasach świetności.

Willa Urocza w czasach świetności.

Stan obecny. Ujęcie z innej strony.

Stan obecny. Ujęcie z innej strony.

Willa Urocza w Górnym Karpaczu została wybudowana w pierwszych latach XX wieku jako jeden z najnowocześniejszych i najbardziej reprezentacyjnych obiektów w ówczesnym Karpaczu. Oryginalnie hotel nosił nazwę Sanssouci i budowany był w czasach olbrzymiej rozbudowy i odbudowy miasta po strasznej powodzi w 1897 roku. Hotel miał być wizytówką miasta w Europie i tak też było. Została w nim zamontowana pierwsza w tych stronach winda osobowa, obiekt posiadał własną restaurację, centralne ogrzewanie, bieżącą zimną i ciepłą wodę. Mieściło się w nim nawet kasyno. W informatorze o dawnym Bruckenberg (przedwojenna nazwa Karpacza Górnego) na sezon 38/39 można przeczytać, że hotel oferował 85 miejsc w cenach od 3 do 11 RiechsMarek.

Korytarz na piętrze

Korytarz na piętrze

W czasie wojny w obiekcie tym, jak w wielu innych w Karpaczu, urządzono ośrodek wypoczynkowy dla żołnierzy, a pod koniec 1944 roku do Uroczej przeniesiono z Berlina ambasadę Japonii.

Hall z dołu

Hall z dołu

 

Oraz  z góry.

Oraz z góry.

Po kapitulacji Niemiec hotel zajęła tymczasowo administracja radziecka, a w 47 UB. Jeśli chodzi o czasy powojenne to nie można stwierdzić jednoznacznie co działo się w tym hotelu. Jedna z wersji mówi o tym, że UB więzić i przesłuchiwać tam miała dawnych żołnierzy AK. Inna mówi o tym, że wypoczywać tam mieli Bolesław Bierut i Władysław Gomułka.

Przejście pomiędzy hallem a zapleczem.

Przejście pomiędzy hallem a zapleczem.

 

W latach późniejszych obiekt został przekazany Funduszowi Wczasów Pracowniczych i pod tym szyldem funkcjonował do połowy lat 90. Niestety FWP uznało, że jego utrzymanie jest nieopłacalne i obiekt został sprzedany. Żaden z późniejszych właścicieli nie uruchomił hotelu. Popadał i ciągle popada w coraz większą ruinę. Jedynie w 2012 roku odnowiono dach dzięki czemu wnętrza nie są zalewane podczas opadów.

Klatka windy.

Klatka windy.

Dawną Uroczą odwiedziliśmy w pierwszych miesiącach 2013 roku. Okazało się, że jest totalnie niezabezpieczona. Pootwierane drzwi (jedne zostawione całkiem otwarte w przyziemiu, były zablokowane przez zamarzniętą wodę, przez co nie dało się ich ruszyć nawet o centymetr), brak jakiegokolwiek dozoru i znaleziony na strychu barłóg jakiegoś bezdomnego. To co zobaczyliśmy w środku robiło olbrzymie wrażenie (olbrzymie przestronne sale, wspaniały wysoki hol z windą, zaplecze kuchenne z dość upiornie wyglądającą chłodnią), ale jednocześnie bardzo przygnębiające (wszędzie bałagan, poniszczone i porozrzucane elementy wystroju, pozostałości wyposażenia, rozrzucone księgi meldunkowe, podziurawione ściany świadczące o bezsensownych poszukiwaniach, przewrócona szafa pancerna). W sumie najczystszym miejscem był strych, gdzie oprócz wspomnianego legowiska znaleźliśmy fragmenty przedwojennych gazet.

Jedno z pomieszczeń z pięknym widokiem z okna. Oraz zapadającą się podłogą.

Jedno z pomieszczeń z pięknym widokiem z okna. Oraz zapadającą się podłogą.

Budynek w dalszym ciągu jest na sprzedaż. Być może znajdzie się inwestor, który przywróci Willi Urocza dawną świetność, a sam obiekt stanie się wizytówką miasta.

 

Sala na piętrze.

Sala na piętrze.

Sala na piętrze. Widok z drugiej strony.

Sala na piętrze. Widok z drugiej strony.

Z hotelem wiąże się też pewna legenda. Otóż przed nadejściem Armii Czerwonej pracownicy przeniesionej ambasady mieli w budynku lub jego pobliżu ukryć swoje archiwum…

Informacje zawarte w powyższym artykule pochodzą od byłych pracowników FWP Urocza oraz z książki „Karpacz-Krummhubel – Dzieje miasta pod Śnieżką” autorstwa Alicji Hirsch-Tabis i Ewy Katarzyny Tabis.

Pozostałości wyposażenia.

Pozostałości wyposażenia.

Drzwi do chłodni stacjonarnej.

Drzwi do chłodni stacjonarnej.

Pałac Ciszyca

Pałac Ciszyca w Kowarach znajduje się w północnej części miasta. Obecnie dotrzeć tam można jedynie drogą zaczynającą się naprzeciw zakładu energetycznego przy drodze krajowej nr 367. W sumie pałac to mało powiedziane, ponieważ w tej oddalonej od reszty zabudowań i drogi dzielnicy mieści się całe założenie willowo-parkowe, w którego skład oprócz pałacu wchodzi również wzgórze nazwane Radziwiłłówką z ruinami dawnej wieży myśliwskiej i parkiem oraz dwa stawy zasilane w wodę strumieniem wypływającym aż z Budnik (o Budnikach można przeczytać tutaj: Budniki ).SONY DSC

Pałac Ciszyca warto odwiedzić z kilku powodów. Po pierwsze ze względu na wspaniałe widoki rozpościerające się ze wzgórza. Warto przy tym zwrócić uwagę, na to w jaki sposób kiedyś dbano o parki. Miały to być miejsca kontaktu z naturą, ale umożliwiające też podziwianie walorów krajobrazowych. Dlatego często porządkowano drzewostan, usuwano samosiejki. Obecnie takich działań praktycznie się nie przeprowadza, co skutkuje zacieraniem się ścieżek i pogorszeniem walorów krajobrazowych. Drugim powodem, dla którego warto obejrzeć Pałac Ciszyca w Kowarach jest jego historia. Jest tak ponieważ w historię posiadłości jest wpleciona opowieść o nieszczęśliwej miłości pomiędzy Elizą Radziwiłłówną a Wilhelmem von Hohenzollernem, późniejszym cesarzem Niemiec1. Co ciekawe, ta interesująca historia doczekała się kilkunastu opracowań książkowych i artykułów oraz adaptacji filmowej (tytuł: „Preussisches Liebesgeschichte”), która kręcona była częściowo w Pałacu Ciszyca2. Po polsku historię tą opisywał między innymi Tadeusz Steć w książce „Radziwiłłowie w Kowarach”.

SONY DSC

Wróćmy jednak do historii posiadłości. Pałac Ciszyca na początku był folwarkiem zbudowanym na miejscu dawnej kuźnicy w końcu XVI wieku3. W 1786 folwark był własnością leśniczego Ecksteina. W 1791 jego właścicielem był już Karl Georg von Hoym, który był ministrem ds. Śląska w rządzie pruskim4. I to od tej daty można przyjąć początek przeobrażeń dotychczasowego folwarku w podmiejską rezydencję. Z resztą druga połowa XVIII wieku była przełomowa dla całych Kowar i okolicy. Rozwój manufaktur i handlu wpływały na przemiany społeczne. Mieszkańcy zaczynali się bogacić, a to z kolei wpływało na poziom i zakres inwestycji, zarówno prywatnych jak i publicznych. Kowary zaczynały pięknieć a to przyciągało coraz znamienitszych gości. Kowary i ich okolice stały się modne. W 1783 Karpniki nabył baron Friedrich Wilhelm von Reden. W 1784 roku majątek w Staniszowie zakupił hrabia Heinrich XXXVIII von Reuss, rotmistrz w armii pruskiej. Wspomniany wcześniej von Hoym w 1787 roku odkupił Karpniki, które dwa lata później sprzedał, a następnie nabył właśnie Ciszycę, zwaną dotychczas Ruhberg5. Zakupy okolicznych dóbr przez arystokratów powodowały dalsze przekształcanie nabytych majątków. Najczęściej na wzór angielskich posiadłości starano się wykorzystać wszelkie walory naturalne podczas tworzenia założenia parkowego. Dlatego też akcentowano istnienie naturalnej groty we wschodnim zboczu góry oraz wykorzystano jako punkt widokowy sztuczną ruinę wieży, znajdującej się na szczycie. Same zabudowanie majątku stoją na planie czworoboku z wewnętrznym dziedzińcem i odwzorowują najprawdopodobniej rozmieszczenie poprzednich budynków. Główny budynek łączył w sobie układ dworski i willowy, co stanowiło nawiązanie do otoczenia polami i łąkami, ale jednocześnie zwracało uwagę na status właściciela. Dokładny opis elementów architektonicznych zawarty jest w wykorzystanej przeze mnie książce. Znajduje się tam również szczegółowy opis wyżej wymienionej sztucznej ruiny. Przez lata posiadłość uchodziła za najlepszą część rekreacyjną Kowar i okolic.

SONY DSC

Kiedy pałac Ciszyca na skutek dziedziczenia przypadł w 1807 roku wnuczce wdowy po ministrze Hoymie, Antoinettcie Charlottcie Louisie Franziska, okolice Kowar stawały się częścią całej sieci letnich, arystokratycznych rezydencji, powstającej w kotlinie jeleniogórskiej. W 1816 roku posiadłość w Mysłakowicach zakupił emerytowany feldmarszałek Neidhard von Gneisenau. W 1822 roku książę Wilhelm Hohenzollern, brat króla Prus, zakupił Karpniki wraz z pobliskimi Górami Sokolimi. W 1826 roku rada Kowar sprzedała posiadłość zwaną Nowym Dworem księciu Heinrichowi LXXIV von Reuss. W 1831 roku król Fryderyk Wilhelm III odkupił Mysłakowice, a 8 lat później zakupił Wojanów dla swojej córki Luizy.

SONY DSC

Pałac Ciszyca w roku 1822 został najpierw wydzierżawiony, a cztery lata później odkupiony przez namiestnika Wielkiego Księstwa Poznańskiego, generała armii pruskiej Antoniego Radziwiłła6. Jego dzieci oraz wnuki były właścicielami tego majątku aż do 1926. Za panowania Radziwiłłów dokonano znacznych zmian w otoczeniu Ciszycy. Przede wszystkim sztuczne ruiny wieży przestały pełnić funkcję punktu widokowego, a stały się kaplicą, wyświęconą w 1864 roku pod wezwaniem Krwi Zbawiciela. Ponadto dokonano naturalizacji drzewostanu parku, co szybko spowodowało ograniczenie walorów krajobrazowych wzgórza. Jak wspomniałem pałac Ciszyca była w rękach potomków Antoniego Radziwiłła do 1926 roku. W tym roku posiadłość została sprzedana małżeństwu von Steinaecker, cztery lata później Erichowi Nikolasowi,a w 1937 roku Sally Edelmann. Areał ziem przynależnych do majątku został pomniejszony na skutek wyprzedaży, a sztuczna ruina wieży została zaniedbana. Po drugiej wojnie światowej mieścił się tu krótko ośrodek wypoczynkowy, a następnie poszczególne elementy dawnego majątku zostały sprzedane różnym osobom.

SONY DSC

Stan obecny sprawdzaliśmy w różnym składzie dwukrotnie w marcu tego roku. Najpierw z kolegą Mirkiem, potem z Michaliną, która mimo tego, że od dawna należy do naszego Stowarzyszenia, to wcześniej jakoś nie było okazji do wspólnej wyprawy. Na miejscu pierwsze co obejrzeliśmy to dawny park z ruinami wieży. Wprawne oko dostrzeże dawne ścieżki oraz ślady starych drzew w postaci zmurszałych pni. Ruiny robią niesamowite wrażenie. Jak na tak mały park są dosyć duże. Niestety są to prawdziwe ruiny, do tego strasznie zaśmiecone. Wewnątrz widać ślady po urządzanych tam ogniskach, pełno śmieci. Do tego jedno z drzew w niebezpieczny sposób oparło się o jedną ze ścian, co w dalszej perspektywie grozi zawaleniem. Widać też ślady rozkopywania pewnych fragmentów przez pseudo poszukiwaczy. W parku też można znaleźć sporo śmieci, ale trafić też można na stare zrzutowisko śmieci, z którego można by wyciągnąć coś ciekawego.

SONY DSC

Następnie skierowaliśmy się do zabudowań majątku. Naprzeciw wjazdu na dawny dziedziniec znajduje się tablica informacyjna w czterech językach i głaz pamiątkowy. W pobliżu znajduje się wejście do dawnej spiżarni. Na mapie dołączonej do książki z jakiej korzystałem to miejsce oznaczone jest jako naturalna grota. Jednak jej wykończenie wewnątrz, sklepienie łukowe oraz mały szybik wentylacyjny wskazują na to, że to pomieszczenie pełniło funkcję spiżarni. Grota o której mowa, znajduje się, według mnie, bardziej na wschód. Prowadzi do niej stara ścieżka. Niestety i tam znaleźć można trochę śmieci. Będąc w grocie zauważyłem jakieś fundamenty u podnóża góry. Niestety nie udało mi się określić ich przeznaczenia, głównie z powodu około metrowej warstwy śmieci zalegającej wewnątrz. Niestety nie posiadam obecnie zdjęcia tej groty. Zostanie to naprawione w najbliższym czasie.

SONY DSC

Po wejściu na dziedziniec w oczy rzucają się ruiny budynku gospodarskiego, następnie budynek mieszkalny, połączony z budynkiem dla służby (co wywnioskowałem po jego wyglądzie). Naprzeciw głównego budynku jest kolejny budynek gospodarczy, z nowymi, łukowatymi wrotami, jak mniemam była to stajnia. Budynki są pokryte szarym tynkiem i od strony dziedzińca nie da się dostrzec jakiś detali architektonicznych. Niestety nie dostaliśmy zgody na wejście na południową stronę posesji (nie zastaliśmy właścicielki), przez co nie posiadamy żadnych zdjęć wykonanych od najbardziej reprezentatywnej strony posiadłości. Z posiadanych przez nas wiadomości budynki mają obecnie trzech różnych właścicieli, przez co wszelkie działania konserwatorskie są utrudnione i żadne poważniejsze prace nie są obecnie prowadzone.

Więcej zdjęć na Dolnośląski Podróżnik.

SONY DSC

1„Dzieje Kowar – Zarys monograficzny do 2010 roku” Jelenia Góra 2013, str. 455

2Ibidem, str. 456

3Ibidem, str. 458

4Ibidem, str. 457

5Ibidem, str. 457

6Ibidem, str. 465

Kościół ewangelicki w Miłkowie

Każdy podróżujący drogą pomiędzy Karpaczem a Jelenią Górą w pobliżu ronda w Miłkowie, po zachodniej stronie drogi dostrzeże wieżę byłego kościoła ewangelickiego w Miłkowie. Kościół obecnie jest w ruinie, jednak jeszcze niecałe 70 lat temu był piękną, działającą świątynią.

W tym wpisie chciałbym przedstawić jego skróconą historię. Została ona napisana na podstawie dokładnego opisu sporządzonego przez ostatniego proboszcza parafii ewangelickiej w Miłkowie, superintendenta Wernera Bellardi. Całość można przeczytać w książce „Ścięgny – Steinseiffen. Śląska wieś w Karkonoszach – nie tylko kronika.” Autorstwa Rudolfa Pradlera.

Pierwsza świątynia w Miłkowie istniała już w XIII wieku, była też pierwszym kościołem w tych okolicach. Kościoły w Karpaczu ukończono dopiero odpowiednio w 1908 i 1910 roku. Kościół w Ścięgnach jest budowlą powojenną. W XVI wieku do Karkonoszy wkroczyła reformacja luterańska, a pierwszym ewangelickim proboszczem został Caspar Probus. W 1648 roku na mocy pokoju z Osnabruck, na mocy którego między innymi Karkonosze zostały wyłączone z postanowień Traktatu Westfalskiego nakazano likwidację parafii ewangelickich i przekazanie świątyń katolikom. Skutkiem tego było to, że ewangelicy musieli udawać się na nabożeństwa aż w okolice Gryfowa bądź Złotoryi lub zbierać się na modlitwy po kryjomu w lasach.

Przełomem okazało się wkroczenie na Śląsk Fryderyka Wielkiego w 1740 roku. Co prawda wiązało się to z równouprawnieniem wyznaniowym, jednak na wyznawców ewangelizmu nakładało sfinansowanie budowy własnych kościołów oraz ich utrzymanie.

16 marca 1742 roku Miłków otrzymał królewskie pozwolenie na budowę domu modlitw. Został on wzniesiony na miejscu obecnego kościoła ewangelickiego i poświęcony 10 sierpnia 1742 roku. Szybko jednak okazało się, że teren na którym go wzniesiono jest podmokły i ściany zaczęły pękać. Był on również za mały. W sierpniu 1753 roku ówczesny właściciel ziemski przekazał dotychczas dzierżawioną działkę na własność parafii ewangelickiej. Plan budowy zatwierdzono 9 stycznia 1754 roku.

Plan był dość nowatorski, ponieważ ewangelicy z Miłkowa i okolic nie chcieli rezygnować z dotychczasowego Domu Modlitw. Dlatego Maurus z Kowar, mistrz ciesielski skonstruował platformę z drewnianych bali z wyciągarkami, na której 3 kwietnia 1754 roku cały Dom Modlitw został przetoczony o 55 metrów na północ. 24 kwietnia tego samego roku został położony kamień węgielny pod budowę kościoła. Nowy kościół był kamienną budowlą z drewnianym sklepieniem. Jesienią 1755 roku kościół został poświęcony w uroczystym nabożeństwie. Jednak był budowlą dość ubogą. W 1756 roku mieszkańcy Steindeiffen (Ścięgien) ufundowali dzwon, który został powieszony w wieżyczce. W 1773 budowniczy organów z Wlenia, Gottlob Mechnert zbudował nowe organy, które służyły do 1946 roku. Kościół był zbudowany według nowego trendu, zapoczątkowanego przez budowniczego Langhansa. Kościół posiadał dwie galerie, ambona znajdowała się na wysokości pierwszej galerii nad ołtarzem i tworzyła z nim całość. Całość była wykonana przez okolicznych rzemieślników.

Ciężar wieżyczki stopniowo zaczął zagrażać konstrukcji dachu. Dlatego też w 1862 roku rozpoczęto budowę wieży, przy zachodniej ścianie kościoła. Została poświęcona 21 października 1863 roku. Poświęcono również trzy dzwony ufundowane przez wiernych. Dzwony te zostały uratowane przed pożogą pierwszej Wojny Światowej. Jednak po drugiej zostały zdemontowane. Średni dzwon został odnaleziony na cmentarzysku dzwonów w północnych niemczech i obecnie działa w jednej z habsburskich parafii.

Ostatecznie wnętrze kościoła otrzymało dość bogate wyposażenie. Składał się na nie kryształowy żyrandol wykonany w hucie „Józefina” w Szklarskiej Porębie, kapliczka z chrzcielnicą z 1742 roku, portrety królów Prus, tablica upamiętniająca poległych w wojnach oraz zakrystia z małym ołtarzem.

Po wkroczeniu Rosjan na tereny kotliny jeleniogórskiej stopniowo zaczęli napływać Polacy. Po 1945 roku nastąpiły fale wysiedleń. W 1946 roku kościół został zamknięty. Stopniowo ulegał destrukcji. Do roku 1950 rozebrano i wywieziono ołtarz i organy. Następnie rozebrano konstrukcję dachu, która groziła zawalenie. Kościół to obecnie ruina. Pozostały z niego gołe mury i wieża, które mogą w każdej chwili się zawalić. Poniżej kilka fotografii obecnego stanu ruin kościoła.

A poniżej dwie archiwalne fotografie obrazujące stan przedwojenny, źródło fotopolska.eu:

Z ruinami kościoła ewangelickiego wiąże się pewna legenda. Otóż miejscowi opowiadają, jakoby na kościele ciążyła klątwa. Podobno każdy, kto podjął się rozebrania ruin zaczynał nagle chorować aż umierał, przez co kościół stoi aż do dzisiaj. O kościele ewangelickim w Miłkowie wspomina również R. Kudelski w swojej książce „Złoto generałów.” Otóż kościół, a w zasadzie jego podziemia miały być miejscem ukrycie części Złota Wrocławia. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne, bo pod kościołem nie ma żadnych znanych podziemi. Sama ruina jest natomiast świetnym przykładem na to, do czego prowadziła nienawiść do tego co niemieckie, wpajana przez ówczesne władze Ziem Odzyskanych.

Schron – Góra Widok – Kamienna Góra

Historia Dolnego Śląska pełna jest tajemnic. Jedne są większe inne mniejsze. Jedne dotyczą skarbów a inne podziemnych fabryk zbrojeniowych i laboratoriów. Jeszcze inne tajemnicami są tylko na pozór i po uważnej lekturze dostępnych materiałów oraz wyprawie w teren wszystko staje się jasne. Tak było i tym razem, gdy postanowiliśmy zbadać obiekt znajdujący się dość blisko, bo w Kamiennej Górze. Przez jednych uważany za miejsce ukrycia różnych bogactw, przez innych za fabrykę o nieznanym przeznaczeniu lub zakład produkujący benzynę syntetyczną a jeszcze przez innych za nieukończony schron przeciwlotniczy. Ale najpierw trochę historii.

Z meldunków AK wynika, że w 1943 roku w Kamiennej Górze założone zostało biuro odpowiedzialne za projekt nowego rodzaju samolotów Arado Ar E 555. W 1944 roku w Kamiennej Górze zostaje utworzona filia obozu koncentracyjnego Gross-Rosen z Rogoźnicy, nosi ona nazwę AL Landeshut. Do obozu trafiali mężczyźni różnych narodowości. Jednocześnie w obozie przebywało ok 1600 więźniów. Ich zadania były różne. Część pracowała w przestawionych na produkcję zbrojeniową 3 zakładach włókienniczych, część była codziennie wywożona do kilku miejscowości do pracy, a inni zatrudnieni byli przy pracach budowlanych. Dlaczego wybierano zakłady włókiennicze? Otóż były to fabryki, posiadające doskonałe zaopatrzenie w energię elektryczną oraz wodę. Składały się na nie hale o olbrzymiej kubaturze. Fabryki miały też praktycznie zawsze doprowadzone bocznice kolejowe co rozwiązywało problem dostaw. Jednocześnie przemysł włókienniczy był najmniej istotny dla prowadzenia wojny co powodowało, że obiekty tego typu były wykorzystywane do lokowania w nich produkcji najbardziej potrzebnych elementów, niezbędnych do kontynuowania walk.

W Kamiennej Górze na cele wojenne przekształcono 3 zakłady włókiennicze. Przekazano je firmie Fa Kugelfisher. Maszyny włókiennicze zostały zdemontowane i wywiezione. Część z nich po wojnie odnaleziono w pobliskim Raszowie. W zakładach zamontowano piece elektryczne, obrabiarki i inne maszyny niezbędne do produkcji łożysk kulkowych. Jeden z tych zakładów mieścił się przy obecnej ulicy Jedwabnej.

Jednocześnie w mieście rozpoczęto prace górnicze. Place robót mieściły się pod górą Zamkową, Szubianką, Parkową oraz Widok. Zachowane dokumenty świadczą, że dwa ostatnie projekty to miały być schrony przeciwlotnicze. Obiekt pod górą Parkową miał być schronem dla pracowników mieszczącego się nie daleko Urzędu Miasta. Jest obecnie udostępniony do zwiedzania jako „Sztolnia Arado”. Natomiast schron pod górą Widok miał być przeznaczony dla pracowników pobliskiej fabryki. Z racji tego, że obiekt jest dostępny postanowiliśmy się mu bliżej przyjrzeć.

Do obiektu można dojechać przedłużeniem ulicy Jedwabnej. Pierwsze co nam się rzuca w oczy to na lewo od drogi mały budyneczek z czerwonej cegły. Jego powierzchnia to ok 3×1,2m. Budynek na mapie Messtichblatt opisany jest jako Wasserbehalter. W jego posadzce są dwa włazy, widać w nich ślady po zamocowanych drabinkach zejściowych. Pod ziemią znajdują się dwa zbiorniki. Północny o powierzchni ok 6×6 m oraz wysokości 3 m z dwoma filarami. Drugi (południowy) mniejszy, o wymiarach 2x4x3 m z okienkiem do jeszcze mniejszego pomieszczenia o wymiarach 1x2x3 m. Oględziny ceglanej budowli z zewnątrz zaowocowały ustaleniem, że spod południowej części zbiorników wypływa woda. Niestety podłogi wszystkich podziemnych pomieszczeń zawalone są śmieciami, co uniemożliwiło ich zbadanie. Najprawdopodobniej budynek pochodzi z okresu budowy zakładów włókienniczych, znajdujących się kilkaset metrów na wschód i miał pełnić funkcję jakiegoś ujęcia wody i ze sztolniami znajdującymi się kilkadziesiąt metrów na północ nie ma nic wspólnego.

Woda wypływająca z tyłu budynku.

Woda wypływająca z tyłu budynku.

Wnętrze większej komory.

Wnętrze większej komory.

Ceglany budynek.

Ceglany budynek.

Sztolnie (dwie) znajdują się w dawnym kamieniołomie, z uwagi na roślinność i leżące odłamki skalne są niewidoczne z drogi. Dla ułatwienia tą znajdującą się bardziej na wschód oznaczyliśmy jako „1”. Wejść do środka można tylko sztolnią numer 2, gdyż wejście do 1 jest zawalone, najprawdopodobniej na skutek oberwania się odłamków sklanych ze skalnej ściany. Wchodzimy do środka wybetonowanym łukowym wejściem i wchodzimy do nieobudowanej komory, z olbrzymim skalnym filarem po środku. Na lewo od wejścia leżą olbrzymie odłamki skalne, które oderwały się kiedyś od stropu. Na wprost znajduje się korytarz, już wykończony, który prowadzi do skrzyżowania. Jeśli wybierzemy drogę na zachód wejdziemy do owalnego chodnika, wykończonego betonowymi bloczkami, który po kilkunastu metrach kończy się przodkiem. Natomiast droga na wschód zaprowadzi nas do sieci wyrobisk chodnikowych, obmurowanych kamiennymi bloczkami (bardzo dokładne wykończenie), które zaprowadzą nas w końcu na drugą stronę zawału na wejściu do sztolni 1. Ta część wyrobisk jest bardzo ciekawa, gdyż są one praktycznie ukończone. Na ścianach znajdują się mocowania do instalacji elektrycznej. Widać wiele miejsc mocowań puszek z włącznikami (resztki tych puszek wykonanych z aluminium udało nam się wygrzebać z posadzki). Co ciekawe, w chodniku biegnącym na wprost od wejścia do 1 postawiono tamę z kamienia, przez co koniecznym stało się skręcenie w prawo po wejściu. Miało to za zadanie zatrzymać falę uderzeniową, zabezpieczając resztę wyrobisk. Najprawdopodobniej takie samo rozwiązanie miało zostać wykorzystane w sztolni 2 w miejscu hali ze skalnymi odłamkami. Rozmiary wyrobisk oraz ilość dostępnej powierzchni terenu pozwalają stwierdzić, że obiekt ten miał być schronem przeciwlotniczym. Sztolnie ponumerowałem w opisany wyżej sposób właśnie ze względu na stan ich wykończenia. Widać tutaj ewidentnie, że 1 została wydrążona jako pierwsza, w miarę postępów w drążeniu była wykańczana i uzbrajana w instalacje, następnie rozpoczęto drążenie 2 oraz chodnika biegnącego na zachód i wyłożonego betonowymi bloczkami. Ten kierunek sprawdziliśmy po wyjściu na powierzchnię. Faktycznie w zachodnim zboczu góry znajduje się usypany taras, z wybraniem w zboczu i śladami po rozpoczętym drążeniu. Trudno stwierdzić czy przygotowywano tylko poziom do dalszych prac, czy też wgryziono się już wgłąb góry. Sprawdzenie tego wymagałoby wkopania się w głąb wybrania. Na pewno miał być tam wlot sztolni nr 3. Dodam jeszcze, że w wyrobiskach jest dość sucho, jest to spowodowane najprawdopodobniej istnieniem systemu studni drenażowych, znajdujących się wzdłuż zachodniego zbocza.

Jedna ze studni

Jedna ze studni

Rozpoczęte wejście do sztolni 3

Rozpoczęte wejście do sztolni 3

Druga strona zawału na wejściu do sztolni 1

Druga strona zawału na wejściu do sztolni 1

Ślad po puszce elektrycznej.

Ślad po puszce elektrycznej.

Dostępne wejście

Dostępne wejście

Zawalone wejście do sztolni 1

Zawalone wejście do sztolni 1

Jeden z betonowych bloczków, których używano do obmurowania zachodniego chodnika.

Jeden z betonowych bloczków, których używano do obmurowania zachodniego chodnika.

Nie są to jedyne prace prowadzone w tym zboczu. Kilkadziesiąt metrów na północ trafiliśmy na drugie wybranie i przygotowany plac, jednak tam był brak jakichkolwiek śladów po robotach górniczych. Bardzo ciekawy natomiast jest szczyt góry. Znajdują się tam dość sporych rozmiarów wybrania przecinające szczyt na osi pólnoc-południe. W jakim celu je wykonano trudno powiedzieć, hipotez jest kilka. Obok wybrań znajduje się ruina małego budynku. Jest to pozostałość po przekaźniku telewizyjnym który stał tam jeszcze kilkanaście lat temu. Pozostałość po wieży nadawczo-odbiorczej jest dziś dobrze widoczna wśród traw. Jednak nie jest to koniec ciekawostek ze szczytu. Chodząc tam znaleźliśmy kilka podstaw betonowych, rozmieszczonych na planie okręgu. Są to bardzo stare podstawy słupów betonowych. Kolega Mirek, który jest ekspertem od wszelkiej łączności stwierdził, że ich rozmieszczenie sugeruje, że na szczycie były zainstalowane anteny nadawczo-odbiorcze.

SONY DSC

Wybrania na szczycie

Wybrania na szczycie

Ruina budynku obsługi przekaźnika

Ruina budynku obsługi przekaźnika

Mocowanie wieży przekaźnikowej

Mocowanie wieży przekaźnikowej

Pozostałość po jednym z betonowych słupów

Pozostałość po jednym z betonowych słupów

Na koniec tej relacji, parę słów na temat wyrobiska znajdującego się na północnym zboczu góry. Jest to również dawny kamieniołom, jednak znalezione przez nas, wyryte w skale inicjały oraz data 1904 pozwalają stwierdzić, że żadnych prac budowlanych tam nie prowadzono.

Inicjały wyryte w kamieniołomie

Inicjały wyryte w kamieniołomie

Słabo widoczna wyryta data 1904

Słabo widoczna wyryta data 1904

Rozmieszczenie wyrobisk

Rozmieszczenie wyrobisk

Poglądowy schemat wyrobisk. Bez skali

Poglądowy schemat wyrobisk. Bez skali

  Chciałbym podziękować Mirkowi z Forum Wykopaliska za towarzyszenie w wyprawie.

Schron przeciwlotniczy – Jelenia Góra – Wzgórze Kościuszki

Dzięki uprzejmości Sztabu Zarządzania Kryzysowego w Jeleniej Górze wspólnie z przyjaciółmi mogliśmy zwiedzić jeden z dawnych schronów przeciwlotniczych w Jeleniej Górze. Jest to o tyle ciekawe, ponieważ wejścia do pozostałych schronów zostały zamurowane bądź zasypane a ten obiekt też nie jest udostępniany do zwiedzania oraz dlatego, że jego historia sięga aż XVIII wieku. Continue reading

Sztolnia w górze Grabowiec

Góra Grabowiec położona jest na pograniczu trzech miejscowości: Karpacza, Sosnówki i Miłkowa. Jednak miejscowym nazwa samej góry niewiele mówi. Inaczej jest jeśli powiemy Kaplica św. Anny. I w sumie nie ma się co dziwić, ponieważ od kilku lat okolice kaplicy i Domu Wypoczynkowego Lubuszanin są miejscem organizowania corocznego festynu, na rzecz renowacji zabytkowej kaplicy. Continue reading

Cmentarz w Jeleniej Górze przy ulicy Krakowskiej

Głównym powodem założenia Stowarzyszenia Historyczne Sudety była nie tylko chęć uchronienia zabytków naszego regionu przed zniszczeniem, ale również bardzo ważne dla mnie było zwiększenie „świadomości historycznej” mieszkańców Jeleniej Góry i okolic. Bo niestety często zapominamy o fakcie, że to, jak wygląda nasza piękna kraina, w której mieszkamy, w dużej mierze jest dziełem tych, którzy mieszkali tutaj przed nami. Mógłbym podać wiele przykładów, jak na przykład stare sztolnie w Sowiej Dolinie, które są dziełem Walonów, Tyrolczykom zawdzięczamy piękne domy w Mysłakowicach, a uciekającym przed prześladowaniami religijnymi Czechom historię Laborantów z Karpacza (zresztą Tyrolczycy też zawędrowali w te strony z powodu prześladowań religijnych). Continue reading

Belweder w Ściegnach

Belweder w Ściegnach – tak  nazywany niegdyś był pałac stojący w centrum wsi Ściegny na Dolnym Śląsku. Teraz jest to mały pałacyk, ale kiedyś stał tam olbrzymi gmach, bardzo stary, w którym przed wojną mieścił się dom ludowy oraz karczma sądowa. Budynek musiał być piękny. Z opowiadań wiem, że samym swym rozmiarem robił wrażenie. Był bogato wykończony. Na parterze znajdowała się sala o wymiarach ok 20×20 metrow. W sali była scena, dębowy parkiet, boazeria na ścianach oraz ręcznie wykonane zdobienia z ludowymi motywami. Ciekawostką było to, że strop tej sali był podparty tylko w jednym miejscu, ale za to olbrzymim fragmentem pnia. Continue reading

Budniki

Budniki (niem. Forstbauden) to mała górska polana, znajdująca się na zachodnio-północnym zboczu Wołowej Góry. Powstała w okresie wojen 30-sto letnich. Mieszkańcy Kowar, aby ratować się przed zawieruchą wojenną uciekali w góry. Wtedy powstały dwie osady, na północno-wschodnich zboczach Wołowej Góry, nazywały się Dolne i Górne Miasteczko. Podobno powstały w miejscu odprawiania pogańskich nabożeństw. Z czasem część mieszkańców tych osad przeniosła się bardziej na zachód, zakładając osadę w miejscu, w którym obecnie przecina się szlak żółty i zielony. Continue reading