Kowary – strzelnica

Pewnie większość z Was słyszała jakiś czas temu o pomyśle budowy strzelnicy w każdej gminie. Samą zasadność takich działań zostawmy, ale być może byłaby to szansa na uratowanie obiektów, które kiedyś służyły ludności do trenowania i uprawiania strzelectwa a obecnie popadają, bądź już prawie są ruiną.

Taka właśnie strzelnica znajduje/znajdowała się w Kowarach. Położona jest przy obwodnicy miasta, za stacją paliwową Muller, jadąc w kierunku południowym. Wprawne oko dostrzeże w zaroślach wał ziemny oraz fragmenty jakiś „betonów” nieopodal drogi. Jak wspomniałem kowarska strzelnica chyli się ku upadkowi, choć jej najważniejsza część, czyli wały zabezpieczające linię strzału oraz kulołap wyglądają dość nieźle. Natomiast praktycznie nie zostało nic z budynków, które służyły do obsługi strzelnicy. Cały teren oczywiście jest zaśmiecony wszelkimi możliwymi śmieciami. Taka nasz przypadłość. Poniżej kilka zdjęć obiektu.

SONY DSC

Miejsce po budynkach

Kolejne resztki budynków.

Kolejne resztki budynków.

Widok w kierunku wschodnim.

Widok w kierunku wschodnim.

Widok na kulołap kończący strzelnicę.

Widok na kulołap kończący strzelnicę.

Oraz rzut oka ze szczytu kulołapu. Patrzymy w kierunku zachodnim.

Oraz rzut oka ze szczytu kulołapu. Patrzymy w kierunku zachodnim.

Lokalizacja strzelnicy na przedwojennej mapie, dlatego brak obwodnicy.

Lokalizacja strzelnicy na przedwojennej mapie, dlatego brak obwodnicy.

Kowary (niem. Schmiedeberg) – stary cmentarz i pomnik

Witajcie po dłuższej przerwie.

Dziś chciałem się z Wami podzielić jedną z ciekawostek jakie czekają na bacznych obserwatorów otoczenia. Czyli będzie krótko i powracamy do tematów związanych z historią.

Chyba każdy z podróżujących główną drogą z Kowar na Przełęcz Kowarską zauważył pomnik znajdujący się przy zajeździe Victoria. Oczywiście jest to pomnik ofiar I wojny światowej. Takie stały praktycznie w każdej niemieckiej miejscowości. Ten akurat poświęcony jest poległym lotnikom, choć wcale to nie wynika z inskrypcji na nim.SONY DSC Ok 2008 roku zostały zamontowane odnowione tablice z inskrypcjami oraz dołożono tablicę naprzeciw pomnika. SONY DSCSONY DSC

SONY DSCSONY DSCPrzy tej okazji został zmieniony tekst na tablicy pd-zach, który oryginalnie brzmiał „niezwyciężonej armii niemieckiej”.SONY DSCMało kto jednak ma świadomość tego, że rozpoczynając podjazd na Przełęcz mija znajdujący się po prawej stronie szosy  stary cmentarz. waldfirehofZ racji tego, że w żadnych źródłach nie ma o nim ani słowa postanowiłem zasięgnąć języka w UM w Kowarach. Sympatyczny gospodarz „sali pamięci” przy Urzędzie powiedział, że do końca nie wiadomo kto był tam chowany ani kiedy cmentarz powstał. Jedno z podań mówi, że na cmentarzu chowani byli „innowiercy”. Umiejscowienie z dala od zabudowań, praktycznie na granicy miasta może świadczyć o tym, że pochowane są tam ofiary jakiejś zarazy. Po wojnie cmentarz nie był używany. Stopniowo nagrobki były dewastowane. Podobno jeden z miejscowych kamieniarzy trudnił się tym, że pozyskiwał płyty nagrobne z tego miejsca. Zacierał stare napisy i robił nowe. Część mogił była też rozkopywana w poszukiwaniu „skarbów”. Dzisiaj, mimo usilnych poszukiwań, nie udało mi się odnaleźć choćby jednej płyty nagrobnej. Dzieła zniszczenia dokonała kilkanaście lat temu jedna z firm budowlanych, która na zdewastowany już cmentarz wywoziła resztki z placów budów. Działo się tak mimo braku ze strony władz miasta jakiejkolwiek deklaracji o likwidacji cmentarza. W maju 2015 roku Urząd Miasta podjął uchwałę o wpisaniu reliktu cmentarza Waldfriedhof do miejskiej ewidencji zabytków. Jakieś 20 lat za późno. Teren obecnie wygląda jak jakieś pobojowisko. Szkoda, bo obecnie mógłby być kolejną atrakcją miasta.SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

To by było na tyle, pozdrowienia dla wszystkich miłośników lokalnej historii.

Mauzoleum w Wałbrzychu

Zachęceni pomyślnym przebiegiem eksploracji schronu przeciwlotniczego w Kamiennej Górze (relacja tutaj)postanowiliśmy zapuścić się jeszcze dalej na wschód i spróbować rozwiązać zagadkę Mauzoleum w Wałbrzychu.

SONY DSC

O Mauzoleum w Wałbrzychu krążą różne legendy. Większość dotyczy ukrycia w Mauzoleum pod koniec wojny różnego rodzaju skarbów, broni i innych remanentów. Z przeprowadzonej przez nas analizy materiałów po Przedsiębiorstwie Poszukiwań Terenowych, znajdujących się w Archiwum we Wrocławiu, wynika że doniesienia o w/w ukrytych depozytach napływały do władz praktycznie od samego włączenia tych ziem do Polski (sygnatura jednego z dokumentów: APWr PIGM sygn 34, k 102. Dokument ten jest sprawozdaniem jednego z inspektorów PPT, Mariana Błasika, z penetracji Mauzoleum oraz tunelu kolejowego pod górą Wołowiec pod kątem istnienia połączenia pomiędzy tymi obiektami. Sprawę badano po doniesieniu obywatela Nabielaka). Jerzy Rostkowski w swojej książce „Podziemia III Rzeszy” w Mauzoleum lokuje nawet wejście do podziemnej fabryki.

SONY DSC

Mauzoleum w Wałbrzychu powstawało w latach 1936-38 jako jeden z kilku olbrzymich pomników stawianych w całej dawnej Rzeszy Niemieckiej. Pomniki te były budowane na zlecenie ówczesnych władz, jako miejsca upamiętniające poległych w I Wojnie Światowej oraz jako miejsca organizowania uroczystości państwowych. Mauzoleum w Wałbrzychu zostało zaprojektowane przez Roberta Tischlera i miało swoją siostrzaną budowlę, czyli Mauzoleum na Górze Św. Anny z okolic Zdzieszowic na Śląsku. Z opisów architektonicznych wynika że było dosłownie naszpikowane symboliką faszystowską.

Mauzoleum na górze Św. Anny, źródło: fotopolska.eu

Mauzoleum na górze Św. Anny, źródło: fotopolska.eu

Mauzoleum w Wałbrzychu jako jedyne zachowało się w tak dobrym stanie. Mimo że zaniedbane popadło w ruinę, a wszystkie motywy kojarzące się z Rzeszą Niemiecką zostały zniszczone to jednak sam budynek stoi i cierpliwie czeka na zagospodarowanie. Inne tego typu budowle zostały całkowicie zniszczone. Mauzoleum na Górze Św. Anny zostało najpierw wysadzone, a na jego fundamentach zbudowano pomnik „Czynu Powstańczego”, cokolwiek miałoby to znaczyć.

Jeden z krużganków.

Jeden z krużganków.

Nasz epizod z Mauzoleum w Wałbrzychu rozpoczęliśmy od analizy dostępnych materiałów. Chcieliśmy sprawdzić, czy choć jedna z zasłyszanych i przeczytanych opowieści może być chociaż prawdopodobna czy są to raczej wymysły ludzi, którzy chcieli w jakiś sposób zaistnieć, czy też zostali przez kogoś wprowadzeni w błąd. Tak jak wspominałem dokumenty po PPT mieliśmy opracowane, więc zabraliśmy się za studiowanie map. Mauzoleum, tak jak większość Wałbrzycha, leży na terenach dawnych kopalni. W tym konkretnym przypadku są to tereny po kopalni Hermann. Czyli połączenie Mauzoleum i dawnych wyrobisk kopalni byłoby teoretycznie możliwe. Jest niestety kilka czynników, które jednak temu zaprzeczają. Przede wszystkim kopalnia Hermann była kopalnią węgla, a te z reguły są bardzo niebezpieczne. Druga sprawa to taka, że dotarliśmy do przedwojennego dokumentu, który mówi o tym, że chodniki tej kopalni były już wtedy w bardzo złym stanie i groziły zawaleniem. Po przygotowaniach przyszedł czas na wizytę na miejscu.

Fragment mapy z naniesionymi chodnikami tylko jednego z poziomów kopalni Hermann.

Fragment mapy z naniesionymi chodnikami tylko jednego z poziomów kopalni Hermann.

Mauzoleum w Wałbrzychu leży na obrzeżach Nowego Miasta, na końcu ulicy Władysława Jagiełły. Niby blisko głównych tras, ale po drodze nie ma żadnego znaku informującego w którą stronę zmierzać. Zupełnie tak jakby ktoś chciał, żeby to miejsce zostało zapomniane. Dojeżdżając do budowli w oczy rzucają się jakieś dziwne doły wykopane w zboczu, na którym stoi Mauzoleum. Jak się później okazało były to biedaszyby, których w całej okolicy nie brakuje. Mauzoleum obecnie jest w ruinie. Zniknęły wszystkie detale architektoniczne świadczące o przeznaczeniu i twórcach budowli. Podobno kolumna, na której miał się palić wieczny ogień została wyszabrowana zaraz po wojnie. Z bocznych mastab zniknęły „orły zrywające się do lotu”. Główne wejście zostało jakiś czas temu zamurowane, ale ktoś je częściowo rozkuł i dostęp na wewnętrzny dziedziniec ma każdy.

Zniszczone zdobienia na stropach.

Zniszczone zdobienia na stropach.

Wewnątrz Mauzoleum podobne oblicze dewastacji. Na środku dziedzińca miejsce na ognisko. Ściany w wielu miejscach są podziurawione. Zdobienia zniknęły. W dwóch miejscach są dziury w posadzkach, którymi można się dostać do podziemi.

Jedna z dziur w posadce i śmieci wewnątrz.

Jedna z dziur w posadce i śmieci wewnątrz.

Podziemia pod Mauzoleum w Wałbrzychu interesowały nas najbardziej. Skoro podziemna fabryka i depozyty to tylko w podziemiach. Dostaliśmy się tam jednym z otworów. Podziemia, a w zasadzie podpiwniczenia odzwierciedlają idealnie układ ścian na powierzchni.

Jeden z podziemnych korytarzy przebiegających pod krużgankami.

Jeden z podziemnych korytarzy przebiegających pod krużgankami.

 

W środku jest trochę śmieci, miejscami odrobina wody i dość sporo gruzu, który jak zauważyliśmy pochodzi z dziur w ścianach powstałych w trakcie poszukiwań wyżej wymienionych skarbów. Dość ciekawie prezentują się napisy, jak mniemam w łacinie, które z tego co wiadomo są tam już ładnych kilkanaście lat.

Jest kilka miejsc z podobnymi napisami.

Jest kilka miejsc z podobnymi napisami.

Podziemia Mauzoleum spenetrowaliśmy bardzo dokładnie. Oglądaliśmy każdy metr ściany i na tyle na ile było to możliwe posadzki. Jednak o wynikach naszych badań za chwilę.

Kolejny z korytarzy.

Kolejny z korytarzy.

Ktoś mógłby zapytać, po co wspominałem o Mauzoleum na górze Św. Anny? Było to z mojej strony celowe, ponieważ porównanie obu budowli daje odpowiedź na pytanie dlaczego Mauzoleum w Wałbrzychu wygląda tak a nie inaczej. Co więc te budowle mają ze sobą wspólnego? Dlaczego obie zaprojektował akurat ten architekt?

Otóż okazuje się, że obie budowle, poza symboliką łączy jeszcze kilka elementów. Przede wszystkim umiejscowienie. Zarówno i Mauzoleum w Wałbrzychu i to na górze Św. Anny znajdują się na swoistych cyplach skalnych. Obie budowle sąsiadują ze starymi wyrobiskami. I to wyrobiskami, które w znaczny sposób mogły naruszyć stabilność i strukturę górotworu. Żeby uchronić budynki przed szkodami wynikającymi z pracy gruntu architekt projektując obie budowle zawarł w planach budowlanych kolejny element który jest w obu podobny. Są to podziemia. W obu przypadkach są one dość głębokie, i mają za zadanie kotwiczyć cały budynek w litej skale. Takie rozwiązanie konstrukcyjne zapewnia stabilność budowli na długie dziesięciolecia. Czego oba budynki są doskonałym przykładem, gdyż mimo wysadzenia wnętrza Mauzoleum na górze Św. Anny jego fundamenty zachowały się w tak dobrym stanie, że na ich bazie zbudowano dzisiejszy pomnik. Można jednocześnie powiedzieć, że wybór Roberta Tischlera na architekta obu monumentów był podyktowany jego znajomością budownictwa w tak trudnym terenie. Jest on autorem jeszcze jednego podobnego budynku, jakim był monument w Bitolj na Słowenii (informacje oparte na książce „Public Monuments: Art in Political Bonage 1870-1997″ autorstwa Sergiusza Michalskiego.

Mauzoleum w Bitolj, źródło: "Public Monuments..." str. 103

Mauzoleum w Bitolj, źródło: „Public Monuments…” str. 103

Powyższe rozważania, dają odpowiedź na to, po co pod Mauzoleum w Wałbrzychu takie podziemia? Ta odpowiedź jest jednocześnie bardzo prosta i logiczna: żeby zapewnić budynkowi długowieczność. Taką też odpowiedź dała nasza eksploracja tego obiektu. W podziemiach nie ma najmniejszego śladu po tym, że miały one pełnić rolę wejścia, magazynu, skrytki czy jakąkolwiek inną. Wszelkie ślady wskazują na to, że podziemnych korytarzy nigdy nie wykorzystywano w jakimś konkretnym celu.

Mauzoleum w Wałbrzychu jest obiektem ciekawym. Ze względu na jego architekturę i historię. Szkoda że popada w ruinę, bo mogłoby być świetnym przykładem na to, że Polacy jednak potrafią zadbać o zabytki. Być może wielu się ze mną nie zgodzi, że pod Mauzoleum nic nie ma. Słyszałem nawet o pewnej ekipie, która w to miejsce ściągnęła georadar. Podobno wykazał w okolicach Mauzoleum jakieś anomalie. Występowanie takich anomalii jest jak najbardziej oczywiste, jeśli pod powierzchnią znajdują się chodniki górnicze, co widać na fragmencie zamieszczonej przeze mnie mapy. Ale nie zawsze warto wierzyć w to co napisane jest w książkach opartych głównie na opowieściach. Warto za to myśleć samodzielnie (co powtarza jak mantrę mój znajomy Wojtek Oki z tego bloga ), a swoją wiedzę opierać na faktach historycznych.

Dziękuję Michalinie z Dolnośląskiego Podróżnika za udział i pomoc w realizacji powyższego materiału.

 

Pałac Ciszyca

Pałac Ciszyca w Kowarach znajduje się w północnej części miasta. Obecnie dotrzeć tam można jedynie drogą zaczynającą się naprzeciw zakładu energetycznego przy drodze krajowej nr 367. W sumie pałac to mało powiedziane, ponieważ w tej oddalonej od reszty zabudowań i drogi dzielnicy mieści się całe założenie willowo-parkowe, w którego skład oprócz pałacu wchodzi również wzgórze nazwane Radziwiłłówką z ruinami dawnej wieży myśliwskiej i parkiem oraz dwa stawy zasilane w wodę strumieniem wypływającym aż z Budnik (o Budnikach można przeczytać tutaj: Budniki ).SONY DSC

Pałac Ciszyca warto odwiedzić z kilku powodów. Po pierwsze ze względu na wspaniałe widoki rozpościerające się ze wzgórza. Warto przy tym zwrócić uwagę, na to w jaki sposób kiedyś dbano o parki. Miały to być miejsca kontaktu z naturą, ale umożliwiające też podziwianie walorów krajobrazowych. Dlatego często porządkowano drzewostan, usuwano samosiejki. Obecnie takich działań praktycznie się nie przeprowadza, co skutkuje zacieraniem się ścieżek i pogorszeniem walorów krajobrazowych. Drugim powodem, dla którego warto obejrzeć Pałac Ciszyca w Kowarach jest jego historia. Jest tak ponieważ w historię posiadłości jest wpleciona opowieść o nieszczęśliwej miłości pomiędzy Elizą Radziwiłłówną a Wilhelmem von Hohenzollernem, późniejszym cesarzem Niemiec1. Co ciekawe, ta interesująca historia doczekała się kilkunastu opracowań książkowych i artykułów oraz adaptacji filmowej (tytuł: „Preussisches Liebesgeschichte”), która kręcona była częściowo w Pałacu Ciszyca2. Po polsku historię tą opisywał między innymi Tadeusz Steć w książce „Radziwiłłowie w Kowarach”.

SONY DSC

Wróćmy jednak do historii posiadłości. Pałac Ciszyca na początku był folwarkiem zbudowanym na miejscu dawnej kuźnicy w końcu XVI wieku3. W 1786 folwark był własnością leśniczego Ecksteina. W 1791 jego właścicielem był już Karl Georg von Hoym, który był ministrem ds. Śląska w rządzie pruskim4. I to od tej daty można przyjąć początek przeobrażeń dotychczasowego folwarku w podmiejską rezydencję. Z resztą druga połowa XVIII wieku była przełomowa dla całych Kowar i okolicy. Rozwój manufaktur i handlu wpływały na przemiany społeczne. Mieszkańcy zaczynali się bogacić, a to z kolei wpływało na poziom i zakres inwestycji, zarówno prywatnych jak i publicznych. Kowary zaczynały pięknieć a to przyciągało coraz znamienitszych gości. Kowary i ich okolice stały się modne. W 1783 Karpniki nabył baron Friedrich Wilhelm von Reden. W 1784 roku majątek w Staniszowie zakupił hrabia Heinrich XXXVIII von Reuss, rotmistrz w armii pruskiej. Wspomniany wcześniej von Hoym w 1787 roku odkupił Karpniki, które dwa lata później sprzedał, a następnie nabył właśnie Ciszycę, zwaną dotychczas Ruhberg5. Zakupy okolicznych dóbr przez arystokratów powodowały dalsze przekształcanie nabytych majątków. Najczęściej na wzór angielskich posiadłości starano się wykorzystać wszelkie walory naturalne podczas tworzenia założenia parkowego. Dlatego też akcentowano istnienie naturalnej groty we wschodnim zboczu góry oraz wykorzystano jako punkt widokowy sztuczną ruinę wieży, znajdującej się na szczycie. Same zabudowanie majątku stoją na planie czworoboku z wewnętrznym dziedzińcem i odwzorowują najprawdopodobniej rozmieszczenie poprzednich budynków. Główny budynek łączył w sobie układ dworski i willowy, co stanowiło nawiązanie do otoczenia polami i łąkami, ale jednocześnie zwracało uwagę na status właściciela. Dokładny opis elementów architektonicznych zawarty jest w wykorzystanej przeze mnie książce. Znajduje się tam również szczegółowy opis wyżej wymienionej sztucznej ruiny. Przez lata posiadłość uchodziła za najlepszą część rekreacyjną Kowar i okolic.

SONY DSC

Kiedy pałac Ciszyca na skutek dziedziczenia przypadł w 1807 roku wnuczce wdowy po ministrze Hoymie, Antoinettcie Charlottcie Louisie Franziska, okolice Kowar stawały się częścią całej sieci letnich, arystokratycznych rezydencji, powstającej w kotlinie jeleniogórskiej. W 1816 roku posiadłość w Mysłakowicach zakupił emerytowany feldmarszałek Neidhard von Gneisenau. W 1822 roku książę Wilhelm Hohenzollern, brat króla Prus, zakupił Karpniki wraz z pobliskimi Górami Sokolimi. W 1826 roku rada Kowar sprzedała posiadłość zwaną Nowym Dworem księciu Heinrichowi LXXIV von Reuss. W 1831 roku król Fryderyk Wilhelm III odkupił Mysłakowice, a 8 lat później zakupił Wojanów dla swojej córki Luizy.

SONY DSC

Pałac Ciszyca w roku 1822 został najpierw wydzierżawiony, a cztery lata później odkupiony przez namiestnika Wielkiego Księstwa Poznańskiego, generała armii pruskiej Antoniego Radziwiłła6. Jego dzieci oraz wnuki były właścicielami tego majątku aż do 1926. Za panowania Radziwiłłów dokonano znacznych zmian w otoczeniu Ciszycy. Przede wszystkim sztuczne ruiny wieży przestały pełnić funkcję punktu widokowego, a stały się kaplicą, wyświęconą w 1864 roku pod wezwaniem Krwi Zbawiciela. Ponadto dokonano naturalizacji drzewostanu parku, co szybko spowodowało ograniczenie walorów krajobrazowych wzgórza. Jak wspomniałem pałac Ciszyca była w rękach potomków Antoniego Radziwiłła do 1926 roku. W tym roku posiadłość została sprzedana małżeństwu von Steinaecker, cztery lata później Erichowi Nikolasowi,a w 1937 roku Sally Edelmann. Areał ziem przynależnych do majątku został pomniejszony na skutek wyprzedaży, a sztuczna ruina wieży została zaniedbana. Po drugiej wojnie światowej mieścił się tu krótko ośrodek wypoczynkowy, a następnie poszczególne elementy dawnego majątku zostały sprzedane różnym osobom.

SONY DSC

Stan obecny sprawdzaliśmy w różnym składzie dwukrotnie w marcu tego roku. Najpierw z kolegą Mirkiem, potem z Michaliną, która mimo tego, że od dawna należy do naszego Stowarzyszenia, to wcześniej jakoś nie było okazji do wspólnej wyprawy. Na miejscu pierwsze co obejrzeliśmy to dawny park z ruinami wieży. Wprawne oko dostrzeże dawne ścieżki oraz ślady starych drzew w postaci zmurszałych pni. Ruiny robią niesamowite wrażenie. Jak na tak mały park są dosyć duże. Niestety są to prawdziwe ruiny, do tego strasznie zaśmiecone. Wewnątrz widać ślady po urządzanych tam ogniskach, pełno śmieci. Do tego jedno z drzew w niebezpieczny sposób oparło się o jedną ze ścian, co w dalszej perspektywie grozi zawaleniem. Widać też ślady rozkopywania pewnych fragmentów przez pseudo poszukiwaczy. W parku też można znaleźć sporo śmieci, ale trafić też można na stare zrzutowisko śmieci, z którego można by wyciągnąć coś ciekawego.

SONY DSC

Następnie skierowaliśmy się do zabudowań majątku. Naprzeciw wjazdu na dawny dziedziniec znajduje się tablica informacyjna w czterech językach i głaz pamiątkowy. W pobliżu znajduje się wejście do dawnej spiżarni. Na mapie dołączonej do książki z jakiej korzystałem to miejsce oznaczone jest jako naturalna grota. Jednak jej wykończenie wewnątrz, sklepienie łukowe oraz mały szybik wentylacyjny wskazują na to, że to pomieszczenie pełniło funkcję spiżarni. Grota o której mowa, znajduje się, według mnie, bardziej na wschód. Prowadzi do niej stara ścieżka. Niestety i tam znaleźć można trochę śmieci. Będąc w grocie zauważyłem jakieś fundamenty u podnóża góry. Niestety nie udało mi się określić ich przeznaczenia, głównie z powodu około metrowej warstwy śmieci zalegającej wewnątrz. Niestety nie posiadam obecnie zdjęcia tej groty. Zostanie to naprawione w najbliższym czasie.

SONY DSC

Po wejściu na dziedziniec w oczy rzucają się ruiny budynku gospodarskiego, następnie budynek mieszkalny, połączony z budynkiem dla służby (co wywnioskowałem po jego wyglądzie). Naprzeciw głównego budynku jest kolejny budynek gospodarczy, z nowymi, łukowatymi wrotami, jak mniemam była to stajnia. Budynki są pokryte szarym tynkiem i od strony dziedzińca nie da się dostrzec jakiś detali architektonicznych. Niestety nie dostaliśmy zgody na wejście na południową stronę posesji (nie zastaliśmy właścicielki), przez co nie posiadamy żadnych zdjęć wykonanych od najbardziej reprezentatywnej strony posiadłości. Z posiadanych przez nas wiadomości budynki mają obecnie trzech różnych właścicieli, przez co wszelkie działania konserwatorskie są utrudnione i żadne poważniejsze prace nie są obecnie prowadzone.

Więcej zdjęć na Dolnośląski Podróżnik.

SONY DSC

1„Dzieje Kowar – Zarys monograficzny do 2010 roku” Jelenia Góra 2013, str. 455

2Ibidem, str. 456

3Ibidem, str. 458

4Ibidem, str. 457

5Ibidem, str. 457

6Ibidem, str. 465

Kościół ewangelicki w Miłkowie

Każdy podróżujący drogą pomiędzy Karpaczem a Jelenią Górą w pobliżu ronda w Miłkowie, po zachodniej stronie drogi dostrzeże wieżę byłego kościoła ewangelickiego w Miłkowie. Kościół obecnie jest w ruinie, jednak jeszcze niecałe 70 lat temu był piękną, działającą świątynią.

W tym wpisie chciałbym przedstawić jego skróconą historię. Została ona napisana na podstawie dokładnego opisu sporządzonego przez ostatniego proboszcza parafii ewangelickiej w Miłkowie, superintendenta Wernera Bellardi. Całość można przeczytać w książce „Ścięgny – Steinseiffen. Śląska wieś w Karkonoszach – nie tylko kronika.” Autorstwa Rudolfa Pradlera.

Pierwsza świątynia w Miłkowie istniała już w XIII wieku, była też pierwszym kościołem w tych okolicach. Kościoły w Karpaczu ukończono dopiero odpowiednio w 1908 i 1910 roku. Kościół w Ścięgnach jest budowlą powojenną. W XVI wieku do Karkonoszy wkroczyła reformacja luterańska, a pierwszym ewangelickim proboszczem został Caspar Probus. W 1648 roku na mocy pokoju z Osnabruck, na mocy którego między innymi Karkonosze zostały wyłączone z postanowień Traktatu Westfalskiego nakazano likwidację parafii ewangelickich i przekazanie świątyń katolikom. Skutkiem tego było to, że ewangelicy musieli udawać się na nabożeństwa aż w okolice Gryfowa bądź Złotoryi lub zbierać się na modlitwy po kryjomu w lasach.

Przełomem okazało się wkroczenie na Śląsk Fryderyka Wielkiego w 1740 roku. Co prawda wiązało się to z równouprawnieniem wyznaniowym, jednak na wyznawców ewangelizmu nakładało sfinansowanie budowy własnych kościołów oraz ich utrzymanie.

16 marca 1742 roku Miłków otrzymał królewskie pozwolenie na budowę domu modlitw. Został on wzniesiony na miejscu obecnego kościoła ewangelickiego i poświęcony 10 sierpnia 1742 roku. Szybko jednak okazało się, że teren na którym go wzniesiono jest podmokły i ściany zaczęły pękać. Był on również za mały. W sierpniu 1753 roku ówczesny właściciel ziemski przekazał dotychczas dzierżawioną działkę na własność parafii ewangelickiej. Plan budowy zatwierdzono 9 stycznia 1754 roku.

Plan był dość nowatorski, ponieważ ewangelicy z Miłkowa i okolic nie chcieli rezygnować z dotychczasowego Domu Modlitw. Dlatego Maurus z Kowar, mistrz ciesielski skonstruował platformę z drewnianych bali z wyciągarkami, na której 3 kwietnia 1754 roku cały Dom Modlitw został przetoczony o 55 metrów na północ. 24 kwietnia tego samego roku został położony kamień węgielny pod budowę kościoła. Nowy kościół był kamienną budowlą z drewnianym sklepieniem. Jesienią 1755 roku kościół został poświęcony w uroczystym nabożeństwie. Jednak był budowlą dość ubogą. W 1756 roku mieszkańcy Steindeiffen (Ścięgien) ufundowali dzwon, który został powieszony w wieżyczce. W 1773 budowniczy organów z Wlenia, Gottlob Mechnert zbudował nowe organy, które służyły do 1946 roku. Kościół był zbudowany według nowego trendu, zapoczątkowanego przez budowniczego Langhansa. Kościół posiadał dwie galerie, ambona znajdowała się na wysokości pierwszej galerii nad ołtarzem i tworzyła z nim całość. Całość była wykonana przez okolicznych rzemieślników.

Ciężar wieżyczki stopniowo zaczął zagrażać konstrukcji dachu. Dlatego też w 1862 roku rozpoczęto budowę wieży, przy zachodniej ścianie kościoła. Została poświęcona 21 października 1863 roku. Poświęcono również trzy dzwony ufundowane przez wiernych. Dzwony te zostały uratowane przed pożogą pierwszej Wojny Światowej. Jednak po drugiej zostały zdemontowane. Średni dzwon został odnaleziony na cmentarzysku dzwonów w północnych niemczech i obecnie działa w jednej z habsburskich parafii.

Ostatecznie wnętrze kościoła otrzymało dość bogate wyposażenie. Składał się na nie kryształowy żyrandol wykonany w hucie „Józefina” w Szklarskiej Porębie, kapliczka z chrzcielnicą z 1742 roku, portrety królów Prus, tablica upamiętniająca poległych w wojnach oraz zakrystia z małym ołtarzem.

Po wkroczeniu Rosjan na tereny kotliny jeleniogórskiej stopniowo zaczęli napływać Polacy. Po 1945 roku nastąpiły fale wysiedleń. W 1946 roku kościół został zamknięty. Stopniowo ulegał destrukcji. Do roku 1950 rozebrano i wywieziono ołtarz i organy. Następnie rozebrano konstrukcję dachu, która groziła zawalenie. Kościół to obecnie ruina. Pozostały z niego gołe mury i wieża, które mogą w każdej chwili się zawalić. Poniżej kilka fotografii obecnego stanu ruin kościoła.

A poniżej dwie archiwalne fotografie obrazujące stan przedwojenny, źródło fotopolska.eu:

Z ruinami kościoła ewangelickiego wiąże się pewna legenda. Otóż miejscowi opowiadają, jakoby na kościele ciążyła klątwa. Podobno każdy, kto podjął się rozebrania ruin zaczynał nagle chorować aż umierał, przez co kościół stoi aż do dzisiaj. O kościele ewangelickim w Miłkowie wspomina również R. Kudelski w swojej książce „Złoto generałów.” Otóż kościół, a w zasadzie jego podziemia miały być miejscem ukrycie części Złota Wrocławia. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne, bo pod kościołem nie ma żadnych znanych podziemi. Sama ruina jest natomiast świetnym przykładem na to, do czego prowadziła nienawiść do tego co niemieckie, wpajana przez ówczesne władze Ziem Odzyskanych.