Krzaczyna – fabryka zbrojeniowa

Osoby zajmujące się zagadkami i tajemnicami Dolnego Śląska zapewne o tym miejscu, czy temacie słyszały. Na pierwszy rzut oka temat wygląda podobnie jak inne. Jest fabryka w której Niemcy w czasie wojny mieli prowadzić produkcję zbrojeniową, mają być podziemne hale produkcyjne, prace nad rakietami V1 i V2, nad ciężką wodą, bronią atomową, wreszcie olbrzymie skarby przywiezione przez Niemców pod koniec wojny i ukryte w podziemiach, które potem miały zostać wysadzone/zaminowane/zalane (można sobie wybrać dowolnie).SONY DSC

Jakiś czas temu pojawił się nawet w internecie film Dariusza Kwietnia, który zapowiadał jego wejście do 5 piętrowego kompleksu podziemnego pod fabryką. Oczywiście wiarygodność tego filmiku jest taka jak i autora, jednak świadczy to o tym, że temat od czasu do czasu gdzieś się przewija. Może zabrzmi to nieskromnie, ale moje Stowarzyszenie rozwiązało zagadkę Krzaczyny. Ten wpis będzie wstępem do całej serii artykułów o fabryce zbrojeniowej w Krzaczynie. Jest to temat bardzo obszerny, z wieloma pobocznymi wątkami. A każdy jest na tyle ciekawy, że warto go zaprezentować. Zależy mi też na jeszcze jednej rzeczy: chcę dokładnie wytłumaczyć każde zagadnienie związane z fabryką, żeby zamknąć temat ostatecznie. Po prostu uważam, że szkoda czasu i sił na odgrzebywanie co jakiś czas rozwiązanych tematów. Po co np. latać ciągle wkoło Mauzoleum w Wałbrzychu jak w nieodległym Książu jest pracy na całe lata.

Tematem fabryki w Krzaczynie zajmuję się, z różnym „natężeniem” od kilku ładnych lat. W sumie to już jako dziecko gdzieś tam słyszałem w rozmowach dorosłych o jakiejś poniemieckiej wielkiej tajemnicy. Potem były artykuły w „Nowinach Jeleniogórskich” oraz audycje Marka Chromicza pt „Opowieści z worka Liczyrzepy”. Jako że historię zawsze lubiłem więc jakoś samo wyszło zafascynowanie tą najnowszą historią Dolnego Śląska. Jeśli mam być szczery to badania historii tej fabryki były głównym powodem założenia Stowarzyszenia. Po prostu działając jako zarejestrowana w urzędzie organizacja łatwiej jest uzyskać dostęp do archiwów, łatwiej rozmawia się z urzędnikami i np. właścicielami działek. A rozmów było w tym wypadku dużo. Dzięki nim usłyszałem jeszcze więcej mitów i legend na temat tego co pod fabryką i w jej otoczeniu ma się znajdować. Część z tych opowieści o dziwo w jakimś stopniu udało mi się potwierdzić. Więc będziecie mogli poczytać w przyszłości np. o tematach depozytowych ;)
Materiałów archiwalnych w Polsce w sumie jest niewiele. Archiwum Gross-Rossen w Wałbrzychu posiada tylko wzmianki na temat zatrudnienia więźniów, w Archiwum Państwowym w Jeleniej Górze nie ma praktycznie nic. W materiałach po Przedsiębiorstwie Poszukiwań Terenowych jest co prawda raport z poszukiwań na terenie leśnictwa Jedlinki podziemnego garażu, jednak wynik tychże poszukiwań był negatywny.1 Z czego to wynika? Napiszę w skrócie, że wojska radzieckie, które wkroczyły w Kotlinę Jeleniogórską, zajmowały teren fabryki aż do 1947 roku. Podobnie było na Osówce. Jak to funkcjonowało i dlaczego tak było wyjaśnię w jednym z następnych wpisów. Tak więc teren fabryki był przez 2 lata zamknięty, natomiast po upływie tego czasu ulokowano tam warsztaty remontowe kopalni R-1. Dlatego właśnie nie można trafić na żadne dokumenty z inwentaryzacji obiektów, maszyn ponieważ takie w ogóle nie powstały.SONY DSC
Trochę inaczej wyglądały rezultaty poszukiwań dokumentów za granicą. Szczególnie jeden okazał się bardzo pomocny. Dlaczego to też zostanie nie tylko opisane, ale zostanie podany link do strony, z której każdy będzie mógł ten dokument pobrać. Myślę, że szczególnie dla osób zainteresowanych hitlerowskimi badaniami w dziedzinie lotnictwa będzie ciekawy. Dosyć pomocna była książka, wydana w Niemczech, pod tytułem: Buschvorwerk im Riesengebirge: Eine Gemeinde in Niederschlesien von den Kriegsjahren bis zur Vertreibung autorstwa Hermanna F. Weissa.
Na dzień dzisiejszy, wszystkich kopii dokumentów jeszcze nie otrzymałem z archiwów między innymi w Niemczech. Jednak dotyczą one fabryki w bardzo małym stopniu.

Chciałbym podziękować panu Andrzejowi, właścicielowi jednej z firm działających na terenie dawnej fabryki zbrojeniowej w Krzaczynie, który jako człowiek twardo stąpający po ziemi udostępnił mi teren swojego zakładu. Dzięki temu udało mi się poznać wiele ciekawych detali i szczegółów technicznych. Było to dla mnie o tyle cenne, że w pewnych pomieszczeniach są pozostawione oryginalne instalacje, zabezpieczenia itd. Z resztą nie zakończył się jeszcze proces dokumentowania wszystkiego, więc redagowanie kolejnych wpisów będzie dobrym pretekstem aby fotografowanie dokończyć ;)

Oryginalna wojenna instalacja elektryczna

Oryginalna wojenna instalacja elektryczna

Kiedy i jak często będą ukazywać się kolejne wpisy? Tego nie mogę określić. Jak Bóg da a partia pozwoli ;) A tak na poważnie wszystko będzie zależało od czasu jaki będę mógł na to poświęcić. Tym bardziej, że wspólnie ze znajomymi realizujemy większe lub mniejsze tematy, którymi też się tutaj podzielimy (np. ciąg dalszy tematu sztolni na Grabowcu). Mogę obiecać że kolejny wpis dotyczący fabryki ukarze się już nie długo, ponieważ jest sporo spraw do wyprostowania w tym temacie ;)

Pozostałość po lampie. Lampa chroniona była szkłem pancernym.

Pozostałość po lampie. Lampa chroniona była szkłem pancernym.

1. Archiwum Państwowe Wrocław PIGM sygn. 44, k. 45

Krzaczyna cd.

Krzaczyna – film.

 

Kompleks Osówka – Riese

Jak za pewne większość słyszała, część pewnie była, w górach Sowich, znajdujących się na wschód od Wałbrzycha oraz w samym Wałbrzychu znajduje się kilka podziemnych obiektów wchodzących w skład przedsięwzięcia o kryptonimie Riese (jednym z wałbrzyskich tematów zajmowaliśmy się tutaj). Ten wpis jest dla tych, którzy zwiedzali ten lub inne kompleksy i chcą dowiedzieć więcej niż to co mówił przewodnik, a Ci którzy nie byli może po lekturze tego tekstu nabiorą ochoty na zwiedzanie. Od razu zaznaczam, że nie jestem żadnym „wielkim badaczem Riese”. Mam natomiast kontakt z osobami, które tą tematyką zajmują się od wielu lat i poświęcają badaniom tego zagadnienia mnóstwo czasu, energii a też często i pieniędzy. Tekst ten (a być może powstaną podobne teksty o pozostałych kompleksach) więc oparty będzie o rozmowy z w/w osobami oraz o lektury książek takich autorów jak: J. Wilczur, M. Aniszewski, J. Cera, M. Lubicz-Woyciechowski oraz wielu archiwalnych artykułów prasowych. Celowo nie będę zamieszczał danych liczbowych dotyczących obiektów (wysokość n.p.m. wejść, długość sztolni, kubatura wyrobisk), jak ktoś będzie chciał to sobie to znajdzie.

Czym było Riese? Tak naprawdę to nie wiadomo. Długie lata większość osób badających to zagadnienie uważała, że jest to system schronów bądź podziemnych fabryk budowanych przez Niemców rękami więźniów obozu Gross-Rossen od 1943 roku aż do końca wojny. Obiekty te miały być odpowiedzią na bombardowania niemieckich fabryk znajdujących się w zasięgu lotnictwa aliantów. Głównym impulsem do rozpoczęcia przedsięwzięcia miało być zniszczenie ośrodka w Peenemunde, gdzie pod kierownictwem Wernera von Braun budowano rakiety V-1 i V-2. Niektórzy badacze twierdzili nawet że Niemcy w swoich podziemiach mieli pracować nad skonstruowaniem latającego spodka, stworzeniem nadczłowieka itp.
Jednak w ostatnim czasie stan tej wiedzy dość mocno się zmienił. Wiadomo, że prace w górach Sowich i okolicach nie trwały od 1943 roku ale już od 1936 a budową nie zajmowali się jedynie więźniowie. W początkowym okresie byli to członkowie takich organizacji jak Frei Arbeit Dienst (FAD) oraz późniejszego Reich Arbeit Dienst (RAD), więźniowie polityczni. W późniejszym okresie do prac przy budowie wykorzystywano więźniów politycznych oraz żydów z obozów Organisation Schmelt. Dopiero w końcowym okresie zatrudniani byli więźniowie obozu Gross-Rossen, który powstał na bazie obozów Schmelta. Należy zwrócić również uwagę, na dość często pomijany fakt. Otóż od samego początku przedsięwzięcia w budowę byli zaangażowani wysoko wykwalifikowani specjaliści różnych specjalizacji i różnych narodowości i co najważniejsze, byli to pracownicy zewnętrznych firm. Bardzo dobrze traktowani, normalnie żywieni, zakwaterowani w normalnych warunkach. Jest to o tyle ważne, ponieważ tak traktowani, wysoko kwalifikowani specjaliści nie byli zatrudniani przecież do wywożenia urobku czy mieszania betonu.
Jak wyglądało drążenie podziemi od strony technicznej nie będę opisywał, jest to dość dobrze przedstawione w książce M. Aniszewskiego.

Osówka jest chyba jednym z najciekawszych obiektów w Górach Sowich. Kompleks składa się (co jest dość oczywiste) z części podziemnej i naziemnej. Według mnie nie tworzyły one jednego systemu a obie części miały troszkę odmienne przeznaczenie. Część podziemna składa się obecnie z trzech sztolni i zawalonego szybu. Znane jest jednak dokładnie położenie jeszcze co najmniej jednej sztolni, która od czasów zakończenie wojny jest niedostępna. Sztolnie swoje wyloty mają w południowym zboczu góry Osówka przy leśnej drodze prowadzącej od miejscowości Kolce do Rzeczki. Obudowę betonową posiadają tylko małe fragmenty systemu, reszta chodników jest w stanie surowym, z czego większość nie osiągnęła swoich docelowych rozmiarów. Warto podczas zwiedzania zwrócić uwagę na kilka dość ważnych rzeczy. Przede wszystkim, żeby mieć pełne wyobrażenie o znajdujących się pod Osówką sztolniach pamiętać trzeba o tym, że ich wysokość w porównaniu do lat powojennych uległa znacznemu zmniejszeniu. Jest to spowodowane przygotowaniem trasy turystycznej. Zalegający w korytarzach urobek rozplantowano wewnątrz, aby turyści mogli bardziej komfortowo się przemieszczać.
Miejscem na które warto zwrócić uwagę jest lewa wartownia w sztolni nr 2 wraz z betonowym filarem i betonową halą za nim. Dlaczego warto się tam na chwilę zatrzymać? Otóż w tym betonowym słupie, który znajduje się pomiędzy wartownią a halą są ślady po bardzo solidnych zawiasach.SONY DSCSONY DSC Normalnie tego nie widać gdyż filar nie jest oświetlony, a przewodnik nie wspomina o tym słowem, więc normalnie przechodzi się obok nie zwracając na nic uwagi. W hali natomiast warto przyjrzeć się posadzce oraz kanałowi pod lewą ścianą, którym ma odpływać woda. Wprawne oko dostrzeże że posadzka jest wylana niechlujnie i odbite są w niej ślady butów. Oznacza to że komuś się bardzo „paliło” z jej wylewaniem. W kanale natomiast widać spod końca ściany wystającą rurę która wygląda tak jakby miała służyć za przepust pomiędzy jedną a drugą częścią hali. Ciekawostką jest również to, że są to jedyne pomieszczenia, które są wykończone. SONY DSC SONY DSC
Trzecią rzeczą w podziemiach Osówki, której warto się przyjrzeć jest tzw uskok. Jest to miejsce na przedłużeniu sztolni nr 2, które miałoby połączyć poziom wspomnianej sztolni i reszty podziemi. Obecnie jest tam pochylnia usypana z urobku, przykryta metalową konstrukcją, która umożliwia turystom przejście. Jak to miejsce wyglądało kilkanaście lat temu? Przede wszystkim było widać, że nie jest to pochylnia tylko próg. Ktoś mógłby powiedzieć, że po prostu zrobiono takie połączenie pomiędzy dwoma poziomami i nie ma co tam szukać sensacji. Niby ok tylko po co się bawić ze stopniem skoro można było wykonać wejście wyżej, a pamiętać należy, że droga przy której są sztolnie swój obecny kształt otrzymała podczas budowy. Drugim argumentem świadczącym o tym, że to rozwiązanie jest bez sensu jest długość chodnika w którym znajduje się uskok. Mając tak długi korytarz do dyspozycji można było wykonać długą pochylnię o małym kącie. Wtedy sztolnią mógłby odbywać się transport urobku, materiałów itd. A w obecnej postaci jest to niemożliwe. No i trzecia, najważniejsza sprawa to woda. Z wnętrza kompleksu chodnikiem dochodzącym do uskoku płynie nieustannie duża ilość wody. Można śmiało powiedzieć że jest to swoisty podziemny strumień. Woda dalej spływa na dół i… znika. Wpływa po prostu w rumosz, i znika gdzieś niżej. Pewien odkrywca twierdził kiedyś że woda ta wsiąka systemem mikro spękań w skałę. Twierdzenie takie świadczy o tym, że nigdy na oczy nie widział ile tej wody tam płynie. SONY DSC SONY DSC
O czym świadczą te wszystkie opisane przeze mnie „ciekawostki”? Przede wszystkim o tym, że sztolnia nr 2 wraz z uskokiem, wartownią i obetonowanym korytarzem są częścią zupełnie innego systemu niż ten, który znajduje się wyżej. Ich istnienie w takiej formie i miejscu nie znajduje żadnego uzasadnienia. Znowu same dla siebie też są bez sensu. Oznacza to więc, że te elementy są częścią czegoś do czego w tej chwili nie ma dostępu. Czegoś co było wybudowane o wiele wcześniej niż sztolnie po których oprowadza się turystów. Jak już wspomniałem wcześniej jest „namierzone” miejsce wylotu co najmniej jednej sztolni. Sztolni o której wspominał Mosigniewicz w jednym ze swoich artykułów. Potwierdzeniem tego, że brakuje obecnie pewnych pomieszczeń jest też to, że ludzie od lat badających temat Osówki dotarli do ludzi, którzy, jako jedni z ostatnich pracowali na budowie. Ludzie ci opowiadali, że obecnie nie ma pomieszczeń, w których pracowali. Dla chętnych polecam blog Wojtka Oki, na którym wszystkie zagadnienia związane z wartowniami w sztolni nr 2 są dość dokładnie opisane.

Po dość obszernym opisie najciekawszych miejsc pod ziemią pora na to co warto zobaczyć na jej powierzchni. Kiedy już oddamy kaski po zwiedzaniu warto wrócić się do wylotu sztolni nr 1, minąć go i pójść drogą jeszcze kilkadziesiąt metrów. Po lewej stronie dostrzeżemy mały drogowskaz z napisem „skrót do Kasyna” i wąską ścieżkę. Jest ona dość stroma więc osobom, które mają problemy w terenie radzę pójść dalej drogą i potem skręcić w lewo. Jak już się wdrapiemy do góry pierwsze na co się natkniemy to zawalisko szybu. Jest ogrodzone a brzegi dość niebezpieczne więc lepiej do środka nie podchodzić. SONY DSCNastępnie udajemy się dalej pod górę i tam znajdujemy skamieniały cement, zbiornik na kruszywo, „betoniarnie” która nie jest betoniarnią no i w końcu kasyno.SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC Jeśli od kasyna skierujemy się drogą na zachód dojdziemy do grobu. Znajduje się po lewej stronie drogi. Grób znajduje się w miejscu, w którym w połowie lat 90 zmarł z wycieńczenia i mrozu Tomasz Kozioł, który zabłądził w podziemiach i nie dał rady dojść do najbliższych zabudowań. SONY DSC
Od tego, jakże smutnego miejsca, udajemy się na południowy zachód i docieramy do tzw „siłowni”. Siłownia jest podobnym miejscem do uskoku.SONY DSC Od lat wielu wkoło niej chodzi, mierzy, sprawdza jak przebiegają rurki itd. Itd. Ogólnie przyjęta jest hipoteza, że siłownia to stacja filtracyjna (a raczej jej fundament) oraz śluza wejściowa do podziemi. Druga hipoteza jest taka, że jest to budynek zrobiony na szybko i bez sensu w celu maskowania, a raczej odwrócenia uwagi od tego co istotne. Jako argument przemawiający za tym podawane jest to że siłownia „się sypie”. Według mnie i jedna i druga hipoteza jest błędna. Dlaczego? Otóż to że pozostawiony przez ponad 70 lat bez zabezpieczenia przed warunkami atmosferycznymi beton się sypie nie jest niczym niezwykłym. Po drugie, jakby budowniczy chciał coś zamaskować to wysadziłby całe zbocza w powietrze i nie zostałby żaden ślad. Jeśli chodzi o pierwszą tezę to jak ten obiekt miałby być śluzą, skoro nie prowadzi do niego żadna droga umożliwiająca dojazd samochodem? Kolejną sprawą jest „okrąglak” (chociaż nie jest okrągły) znajdujący się w siłowni. Część badaczy twierdzi że jest to niedokończona klatka schodowa prowadząca do podziemnego kompleksu. I tutaj jest kilka słabych punktów tej teorii. Jak opowiadał mi jeden z członków ekipy, która prowadziła badania na siłowni (jeszcze na długo przed panem Cerą), po wykonaniu odwiertów okazało się, że poniżej posadzki (zbrojonej) okrąglaka jest calizna, czyli skała na której posadowiona jest cała siłownia. Po co więc wylewać zbrojoną posadzkę jeśli planujemy drążyć dalej dziurę? Według mnie (i nie tylko) okrąglak jest miejscem zamontowania jakiejś maszyny a miejsca gdzie miały być pomosty i schody są przeznaczone na zamontowanie lekkiej konstrukcji przeznaczonej do serwisowania i kontrolowania tego urządzenia. Argumentami przemawiającym za tą tezą jest wysokość pomiędzy jednym a drugim poziomem schodów (jest ona zbyt mała, żeby tam swobodnie chodzić) oraz połączenie okrąglaka ze zbiornikiem wodnym, który mógł odpowiadać np. za chłodzenie.SONY DSC Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Siłownia jest podstawą bardzo masywnej i solidnej konstrukcji. W północno-wschodnim jej narożniku widać, ile metrów luźniejszych skał zostało ściągniętych, aby dostać się do naprawdę litej skały.
Co do przeznaczenia „kasyna”, betoniarni oraz zbiornika na kruszywo na razie się nie wypowiadam. Nadmienię tylko, że istnieje dość szalona koncepcja, która spina w jeden działający system siłownię, „kasyno” i całą resztę naziemnych budowli. Raz, że nie chcę wychodzić przed szereg ;) Dwa, że byłoby tego naprawdę bardzo dużo. I tak gratuluję wszystkim, którzy przebrnęli przez ten tekst.
Na zakończenie dodam dla tych, którym może się wydać, że jest to takie pitu-pitu (określenie Makartiny), że moim celem przy tym tekście nie było wyjaśnianie wszystkich tajemnic Osówki, ani tym bardziej tłumaczenie dokładnie co z czym i dlaczego. Chciałem moim czytelnikom wskazać pewne odmienne kierunki interpretacji informacji do jakich mamy dostęp. Kto będzie chciał niech podąży za źródłami o jakich pisze. Dowie się mnóstwa ciekawych rzeczy i zdobędzie cenną wiedzę, która być może w przyszłości, przy kolejnych wyprawach do innych kompleksów pozwoli dostrzec to, czego przewodnicy nie pokazują i o czym nie wspominają.
Dla tych, którzy mieli nadzieję na recenzję trasy turystycznej zapraszam na stronę naszej dzielnej Dolnośląskiejpodróżniczki ;)

Mauzoleum w Wałbrzychu

Zachęceni pomyślnym przebiegiem eksploracji schronu przeciwlotniczego w Kamiennej Górze (relacja tutaj)postanowiliśmy zapuścić się jeszcze dalej na wschód i spróbować rozwiązać zagadkę Mauzoleum w Wałbrzychu.

SONY DSC

O Mauzoleum w Wałbrzychu krążą różne legendy. Większość dotyczy ukrycia w Mauzoleum pod koniec wojny różnego rodzaju skarbów, broni i innych remanentów. Z przeprowadzonej przez nas analizy materiałów po Przedsiębiorstwie Poszukiwań Terenowych, znajdujących się w Archiwum we Wrocławiu, wynika że doniesienia o w/w ukrytych depozytach napływały do władz praktycznie od samego włączenia tych ziem do Polski (sygnatura jednego z dokumentów: APWr PIGM sygn 34, k 102. Dokument ten jest sprawozdaniem jednego z inspektorów PPT, Mariana Błasika, z penetracji Mauzoleum oraz tunelu kolejowego pod górą Wołowiec pod kątem istnienia połączenia pomiędzy tymi obiektami. Sprawę badano po doniesieniu obywatela Nabielaka). Jerzy Rostkowski w swojej książce „Podziemia III Rzeszy” w Mauzoleum lokuje nawet wejście do podziemnej fabryki.

SONY DSC

Mauzoleum w Wałbrzychu powstawało w latach 1936-38 jako jeden z kilku olbrzymich pomników stawianych w całej dawnej Rzeszy Niemieckiej. Pomniki te były budowane na zlecenie ówczesnych władz, jako miejsca upamiętniające poległych w I Wojnie Światowej oraz jako miejsca organizowania uroczystości państwowych. Mauzoleum w Wałbrzychu zostało zaprojektowane przez Roberta Tischlera i miało swoją siostrzaną budowlę, czyli Mauzoleum na Górze Św. Anny z okolic Zdzieszowic na Śląsku. Z opisów architektonicznych wynika że było dosłownie naszpikowane symboliką faszystowską.

Mauzoleum na górze Św. Anny, źródło: fotopolska.eu

Mauzoleum na górze Św. Anny, źródło: fotopolska.eu

Mauzoleum w Wałbrzychu jako jedyne zachowało się w tak dobrym stanie. Mimo że zaniedbane popadło w ruinę, a wszystkie motywy kojarzące się z Rzeszą Niemiecką zostały zniszczone to jednak sam budynek stoi i cierpliwie czeka na zagospodarowanie. Inne tego typu budowle zostały całkowicie zniszczone. Mauzoleum na Górze Św. Anny zostało najpierw wysadzone, a na jego fundamentach zbudowano pomnik „Czynu Powstańczego”, cokolwiek miałoby to znaczyć.

Jeden z krużganków.

Jeden z krużganków.

Nasz epizod z Mauzoleum w Wałbrzychu rozpoczęliśmy od analizy dostępnych materiałów. Chcieliśmy sprawdzić, czy choć jedna z zasłyszanych i przeczytanych opowieści może być chociaż prawdopodobna czy są to raczej wymysły ludzi, którzy chcieli w jakiś sposób zaistnieć, czy też zostali przez kogoś wprowadzeni w błąd. Tak jak wspominałem dokumenty po PPT mieliśmy opracowane, więc zabraliśmy się za studiowanie map. Mauzoleum, tak jak większość Wałbrzycha, leży na terenach dawnych kopalni. W tym konkretnym przypadku są to tereny po kopalni Hermann. Czyli połączenie Mauzoleum i dawnych wyrobisk kopalni byłoby teoretycznie możliwe. Jest niestety kilka czynników, które jednak temu zaprzeczają. Przede wszystkim kopalnia Hermann była kopalnią węgla, a te z reguły są bardzo niebezpieczne. Druga sprawa to taka, że dotarliśmy do przedwojennego dokumentu, który mówi o tym, że chodniki tej kopalni były już wtedy w bardzo złym stanie i groziły zawaleniem. Po przygotowaniach przyszedł czas na wizytę na miejscu.

Fragment mapy z naniesionymi chodnikami tylko jednego z poziomów kopalni Hermann.

Fragment mapy z naniesionymi chodnikami tylko jednego z poziomów kopalni Hermann.

Mauzoleum w Wałbrzychu leży na obrzeżach Nowego Miasta, na końcu ulicy Władysława Jagiełły. Niby blisko głównych tras, ale po drodze nie ma żadnego znaku informującego w którą stronę zmierzać. Zupełnie tak jakby ktoś chciał, żeby to miejsce zostało zapomniane. Dojeżdżając do budowli w oczy rzucają się jakieś dziwne doły wykopane w zboczu, na którym stoi Mauzoleum. Jak się później okazało były to biedaszyby, których w całej okolicy nie brakuje. Mauzoleum obecnie jest w ruinie. Zniknęły wszystkie detale architektoniczne świadczące o przeznaczeniu i twórcach budowli. Podobno kolumna, na której miał się palić wieczny ogień została wyszabrowana zaraz po wojnie. Z bocznych mastab zniknęły „orły zrywające się do lotu”. Główne wejście zostało jakiś czas temu zamurowane, ale ktoś je częściowo rozkuł i dostęp na wewnętrzny dziedziniec ma każdy.

Zniszczone zdobienia na stropach.

Zniszczone zdobienia na stropach.

Wewnątrz Mauzoleum podobne oblicze dewastacji. Na środku dziedzińca miejsce na ognisko. Ściany w wielu miejscach są podziurawione. Zdobienia zniknęły. W dwóch miejscach są dziury w posadzkach, którymi można się dostać do podziemi.

Jedna z dziur w posadce i śmieci wewnątrz.

Jedna z dziur w posadce i śmieci wewnątrz.

Podziemia pod Mauzoleum w Wałbrzychu interesowały nas najbardziej. Skoro podziemna fabryka i depozyty to tylko w podziemiach. Dostaliśmy się tam jednym z otworów. Podziemia, a w zasadzie podpiwniczenia odzwierciedlają idealnie układ ścian na powierzchni.

Jeden z podziemnych korytarzy przebiegających pod krużgankami.

Jeden z podziemnych korytarzy przebiegających pod krużgankami.

 

W środku jest trochę śmieci, miejscami odrobina wody i dość sporo gruzu, który jak zauważyliśmy pochodzi z dziur w ścianach powstałych w trakcie poszukiwań wyżej wymienionych skarbów. Dość ciekawie prezentują się napisy, jak mniemam w łacinie, które z tego co wiadomo są tam już ładnych kilkanaście lat.

Jest kilka miejsc z podobnymi napisami.

Jest kilka miejsc z podobnymi napisami.

Podziemia Mauzoleum spenetrowaliśmy bardzo dokładnie. Oglądaliśmy każdy metr ściany i na tyle na ile było to możliwe posadzki. Jednak o wynikach naszych badań za chwilę.

Kolejny z korytarzy.

Kolejny z korytarzy.

Ktoś mógłby zapytać, po co wspominałem o Mauzoleum na górze Św. Anny? Było to z mojej strony celowe, ponieważ porównanie obu budowli daje odpowiedź na pytanie dlaczego Mauzoleum w Wałbrzychu wygląda tak a nie inaczej. Co więc te budowle mają ze sobą wspólnego? Dlaczego obie zaprojektował akurat ten architekt?

Otóż okazuje się, że obie budowle, poza symboliką łączy jeszcze kilka elementów. Przede wszystkim umiejscowienie. Zarówno i Mauzoleum w Wałbrzychu i to na górze Św. Anny znajdują się na swoistych cyplach skalnych. Obie budowle sąsiadują ze starymi wyrobiskami. I to wyrobiskami, które w znaczny sposób mogły naruszyć stabilność i strukturę górotworu. Żeby uchronić budynki przed szkodami wynikającymi z pracy gruntu architekt projektując obie budowle zawarł w planach budowlanych kolejny element który jest w obu podobny. Są to podziemia. W obu przypadkach są one dość głębokie, i mają za zadanie kotwiczyć cały budynek w litej skale. Takie rozwiązanie konstrukcyjne zapewnia stabilność budowli na długie dziesięciolecia. Czego oba budynki są doskonałym przykładem, gdyż mimo wysadzenia wnętrza Mauzoleum na górze Św. Anny jego fundamenty zachowały się w tak dobrym stanie, że na ich bazie zbudowano dzisiejszy pomnik. Można jednocześnie powiedzieć, że wybór Roberta Tischlera na architekta obu monumentów był podyktowany jego znajomością budownictwa w tak trudnym terenie. Jest on autorem jeszcze jednego podobnego budynku, jakim był monument w Bitolj na Słowenii (informacje oparte na książce „Public Monuments: Art in Political Bonage 1870-1997″ autorstwa Sergiusza Michalskiego.

Mauzoleum w Bitolj, źródło: "Public Monuments..." str. 103

Mauzoleum w Bitolj, źródło: „Public Monuments…” str. 103

Powyższe rozważania, dają odpowiedź na to, po co pod Mauzoleum w Wałbrzychu takie podziemia? Ta odpowiedź jest jednocześnie bardzo prosta i logiczna: żeby zapewnić budynkowi długowieczność. Taką też odpowiedź dała nasza eksploracja tego obiektu. W podziemiach nie ma najmniejszego śladu po tym, że miały one pełnić rolę wejścia, magazynu, skrytki czy jakąkolwiek inną. Wszelkie ślady wskazują na to, że podziemnych korytarzy nigdy nie wykorzystywano w jakimś konkretnym celu.

Mauzoleum w Wałbrzychu jest obiektem ciekawym. Ze względu na jego architekturę i historię. Szkoda że popada w ruinę, bo mogłoby być świetnym przykładem na to, że Polacy jednak potrafią zadbać o zabytki. Być może wielu się ze mną nie zgodzi, że pod Mauzoleum nic nie ma. Słyszałem nawet o pewnej ekipie, która w to miejsce ściągnęła georadar. Podobno wykazał w okolicach Mauzoleum jakieś anomalie. Występowanie takich anomalii jest jak najbardziej oczywiste, jeśli pod powierzchnią znajdują się chodniki górnicze, co widać na fragmencie zamieszczonej przeze mnie mapy. Ale nie zawsze warto wierzyć w to co napisane jest w książkach opartych głównie na opowieściach. Warto za to myśleć samodzielnie (co powtarza jak mantrę mój znajomy Wojtek Oki z tego bloga ), a swoją wiedzę opierać na faktach historycznych.

Dziękuję Michalinie z Dolnośląskiego Podróżnika za udział i pomoc w realizacji powyższego materiału.

 

Willa Urocza

Zacznę od tego, że ten artykuł miał w ogóle nie powstać. Tzn relacja z naszej wizyty w tym miejscu miała nie być publikowana, bo w sumie i po co? Jednak że nasze Stowarzyszenie zajmuje się propagowaniem prawdziwej historii kotliny Jeleniogórskiej, po przeczytaniu artykuły Antoniego Gąssowskiego w styczniowym wydaniu Nowin Jeleniegórskich pod tytułem: „Nawiedzony Hotel”, postanowiłem opisać ten obiekt i jednocześnie sprostować to co zostało w nim napisane. Chodzi mi tutaj o umieszczenie w tym obiekcie „konferencji” na temat ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, która odbyć się miała 3 kwietnia 1944 roku. Jest to oczywistą nieprawdą. W rzeczywistości ta konferencja odbyła się 20 stycznia 1942 roku w Berlinie-Wannsee, w willi Grosser Wannsee 56/58. Jeśli ktoś chce to sprawdzić to w internecie jest bardzo dużo informacji. Piszę to ponieważ o ile delikatne ubarwianie rzeczywistości na potrzeby artykułu można przemilczeć to świadome wprowadzanie czytelnika w błąd przy tak ważnych dla historii wydarzeniach trzeba prostować od razu. Skoro wszelkie wątpliwości zostały wyjaśnione wróćmy do samej budowli.

Willa Urocza w czasach świetności.

Willa Urocza w czasach świetności.

Stan obecny. Ujęcie z innej strony.

Stan obecny. Ujęcie z innej strony.

Willa Urocza w Górnym Karpaczu została wybudowana w pierwszych latach XX wieku jako jeden z najnowocześniejszych i najbardziej reprezentacyjnych obiektów w ówczesnym Karpaczu. Oryginalnie hotel nosił nazwę Sanssouci i budowany był w czasach olbrzymiej rozbudowy i odbudowy miasta po strasznej powodzi w 1897 roku. Hotel miał być wizytówką miasta w Europie i tak też było. Została w nim zamontowana pierwsza w tych stronach winda osobowa, obiekt posiadał własną restaurację, centralne ogrzewanie, bieżącą zimną i ciepłą wodę. Mieściło się w nim nawet kasyno. W informatorze o dawnym Bruckenberg (przedwojenna nazwa Karpacza Górnego) na sezon 38/39 można przeczytać, że hotel oferował 85 miejsc w cenach od 3 do 11 RiechsMarek.

Korytarz na piętrze

Korytarz na piętrze

W czasie wojny w obiekcie tym, jak w wielu innych w Karpaczu, urządzono ośrodek wypoczynkowy dla żołnierzy, a pod koniec 1944 roku do Uroczej przeniesiono z Berlina ambasadę Japonii.

Hall z dołu

Hall z dołu

 

Oraz  z góry.

Oraz z góry.

Po kapitulacji Niemiec hotel zajęła tymczasowo administracja radziecka, a w 47 UB. Jeśli chodzi o czasy powojenne to nie można stwierdzić jednoznacznie co działo się w tym hotelu. Jedna z wersji mówi o tym, że UB więzić i przesłuchiwać tam miała dawnych żołnierzy AK. Inna mówi o tym, że wypoczywać tam mieli Bolesław Bierut i Władysław Gomułka.

Przejście pomiędzy hallem a zapleczem.

Przejście pomiędzy hallem a zapleczem.

 

W latach późniejszych obiekt został przekazany Funduszowi Wczasów Pracowniczych i pod tym szyldem funkcjonował do połowy lat 90. Niestety FWP uznało, że jego utrzymanie jest nieopłacalne i obiekt został sprzedany. Żaden z późniejszych właścicieli nie uruchomił hotelu. Popadał i ciągle popada w coraz większą ruinę. Jedynie w 2012 roku odnowiono dach dzięki czemu wnętrza nie są zalewane podczas opadów.

Klatka windy.

Klatka windy.

Dawną Uroczą odwiedziliśmy w pierwszych miesiącach 2013 roku. Okazało się, że jest totalnie niezabezpieczona. Pootwierane drzwi (jedne zostawione całkiem otwarte w przyziemiu, były zablokowane przez zamarzniętą wodę, przez co nie dało się ich ruszyć nawet o centymetr), brak jakiegokolwiek dozoru i znaleziony na strychu barłóg jakiegoś bezdomnego. To co zobaczyliśmy w środku robiło olbrzymie wrażenie (olbrzymie przestronne sale, wspaniały wysoki hol z windą, zaplecze kuchenne z dość upiornie wyglądającą chłodnią), ale jednocześnie bardzo przygnębiające (wszędzie bałagan, poniszczone i porozrzucane elementy wystroju, pozostałości wyposażenia, rozrzucone księgi meldunkowe, podziurawione ściany świadczące o bezsensownych poszukiwaniach, przewrócona szafa pancerna). W sumie najczystszym miejscem był strych, gdzie oprócz wspomnianego legowiska znaleźliśmy fragmenty przedwojennych gazet.

Jedno z pomieszczeń z pięknym widokiem z okna. Oraz zapadającą się podłogą.

Jedno z pomieszczeń z pięknym widokiem z okna. Oraz zapadającą się podłogą.

Budynek w dalszym ciągu jest na sprzedaż. Być może znajdzie się inwestor, który przywróci Willi Urocza dawną świetność, a sam obiekt stanie się wizytówką miasta.

 

Sala na piętrze.

Sala na piętrze.

Sala na piętrze. Widok z drugiej strony.

Sala na piętrze. Widok z drugiej strony.

Z hotelem wiąże się też pewna legenda. Otóż przed nadejściem Armii Czerwonej pracownicy przeniesionej ambasady mieli w budynku lub jego pobliżu ukryć swoje archiwum…

Informacje zawarte w powyższym artykule pochodzą od byłych pracowników FWP Urocza oraz z książki „Karpacz-Krummhubel – Dzieje miasta pod Śnieżką” autorstwa Alicji Hirsch-Tabis i Ewy Katarzyny Tabis.

Pozostałości wyposażenia.

Pozostałości wyposażenia.

Drzwi do chłodni stacjonarnej.

Drzwi do chłodni stacjonarnej.

Pałac Ciszyca

Pałac Ciszyca w Kowarach znajduje się w północnej części miasta. Obecnie dotrzeć tam można jedynie drogą zaczynającą się naprzeciw zakładu energetycznego przy drodze krajowej nr 367. W sumie pałac to mało powiedziane, ponieważ w tej oddalonej od reszty zabudowań i drogi dzielnicy mieści się całe założenie willowo-parkowe, w którego skład oprócz pałacu wchodzi również wzgórze nazwane Radziwiłłówką z ruinami dawnej wieży myśliwskiej i parkiem oraz dwa stawy zasilane w wodę strumieniem wypływającym aż z Budnik (o Budnikach można przeczytać tutaj: Budniki ).SONY DSC

Pałac Ciszyca warto odwiedzić z kilku powodów. Po pierwsze ze względu na wspaniałe widoki rozpościerające się ze wzgórza. Warto przy tym zwrócić uwagę, na to w jaki sposób kiedyś dbano o parki. Miały to być miejsca kontaktu z naturą, ale umożliwiające też podziwianie walorów krajobrazowych. Dlatego często porządkowano drzewostan, usuwano samosiejki. Obecnie takich działań praktycznie się nie przeprowadza, co skutkuje zacieraniem się ścieżek i pogorszeniem walorów krajobrazowych. Drugim powodem, dla którego warto obejrzeć Pałac Ciszyca w Kowarach jest jego historia. Jest tak ponieważ w historię posiadłości jest wpleciona opowieść o nieszczęśliwej miłości pomiędzy Elizą Radziwiłłówną a Wilhelmem von Hohenzollernem, późniejszym cesarzem Niemiec1. Co ciekawe, ta interesująca historia doczekała się kilkunastu opracowań książkowych i artykułów oraz adaptacji filmowej (tytuł: „Preussisches Liebesgeschichte”), która kręcona była częściowo w Pałacu Ciszyca2. Po polsku historię tą opisywał między innymi Tadeusz Steć w książce „Radziwiłłowie w Kowarach”.

SONY DSC

Wróćmy jednak do historii posiadłości. Pałac Ciszyca na początku był folwarkiem zbudowanym na miejscu dawnej kuźnicy w końcu XVI wieku3. W 1786 folwark był własnością leśniczego Ecksteina. W 1791 jego właścicielem był już Karl Georg von Hoym, który był ministrem ds. Śląska w rządzie pruskim4. I to od tej daty można przyjąć początek przeobrażeń dotychczasowego folwarku w podmiejską rezydencję. Z resztą druga połowa XVIII wieku była przełomowa dla całych Kowar i okolicy. Rozwój manufaktur i handlu wpływały na przemiany społeczne. Mieszkańcy zaczynali się bogacić, a to z kolei wpływało na poziom i zakres inwestycji, zarówno prywatnych jak i publicznych. Kowary zaczynały pięknieć a to przyciągało coraz znamienitszych gości. Kowary i ich okolice stały się modne. W 1783 Karpniki nabył baron Friedrich Wilhelm von Reden. W 1784 roku majątek w Staniszowie zakupił hrabia Heinrich XXXVIII von Reuss, rotmistrz w armii pruskiej. Wspomniany wcześniej von Hoym w 1787 roku odkupił Karpniki, które dwa lata później sprzedał, a następnie nabył właśnie Ciszycę, zwaną dotychczas Ruhberg5. Zakupy okolicznych dóbr przez arystokratów powodowały dalsze przekształcanie nabytych majątków. Najczęściej na wzór angielskich posiadłości starano się wykorzystać wszelkie walory naturalne podczas tworzenia założenia parkowego. Dlatego też akcentowano istnienie naturalnej groty we wschodnim zboczu góry oraz wykorzystano jako punkt widokowy sztuczną ruinę wieży, znajdującej się na szczycie. Same zabudowanie majątku stoją na planie czworoboku z wewnętrznym dziedzińcem i odwzorowują najprawdopodobniej rozmieszczenie poprzednich budynków. Główny budynek łączył w sobie układ dworski i willowy, co stanowiło nawiązanie do otoczenia polami i łąkami, ale jednocześnie zwracało uwagę na status właściciela. Dokładny opis elementów architektonicznych zawarty jest w wykorzystanej przeze mnie książce. Znajduje się tam również szczegółowy opis wyżej wymienionej sztucznej ruiny. Przez lata posiadłość uchodziła za najlepszą część rekreacyjną Kowar i okolic.

SONY DSC

Kiedy pałac Ciszyca na skutek dziedziczenia przypadł w 1807 roku wnuczce wdowy po ministrze Hoymie, Antoinettcie Charlottcie Louisie Franziska, okolice Kowar stawały się częścią całej sieci letnich, arystokratycznych rezydencji, powstającej w kotlinie jeleniogórskiej. W 1816 roku posiadłość w Mysłakowicach zakupił emerytowany feldmarszałek Neidhard von Gneisenau. W 1822 roku książę Wilhelm Hohenzollern, brat króla Prus, zakupił Karpniki wraz z pobliskimi Górami Sokolimi. W 1826 roku rada Kowar sprzedała posiadłość zwaną Nowym Dworem księciu Heinrichowi LXXIV von Reuss. W 1831 roku król Fryderyk Wilhelm III odkupił Mysłakowice, a 8 lat później zakupił Wojanów dla swojej córki Luizy.

SONY DSC

Pałac Ciszyca w roku 1822 został najpierw wydzierżawiony, a cztery lata później odkupiony przez namiestnika Wielkiego Księstwa Poznańskiego, generała armii pruskiej Antoniego Radziwiłła6. Jego dzieci oraz wnuki były właścicielami tego majątku aż do 1926. Za panowania Radziwiłłów dokonano znacznych zmian w otoczeniu Ciszycy. Przede wszystkim sztuczne ruiny wieży przestały pełnić funkcję punktu widokowego, a stały się kaplicą, wyświęconą w 1864 roku pod wezwaniem Krwi Zbawiciela. Ponadto dokonano naturalizacji drzewostanu parku, co szybko spowodowało ograniczenie walorów krajobrazowych wzgórza. Jak wspomniałem pałac Ciszyca była w rękach potomków Antoniego Radziwiłła do 1926 roku. W tym roku posiadłość została sprzedana małżeństwu von Steinaecker, cztery lata później Erichowi Nikolasowi,a w 1937 roku Sally Edelmann. Areał ziem przynależnych do majątku został pomniejszony na skutek wyprzedaży, a sztuczna ruina wieży została zaniedbana. Po drugiej wojnie światowej mieścił się tu krótko ośrodek wypoczynkowy, a następnie poszczególne elementy dawnego majątku zostały sprzedane różnym osobom.

SONY DSC

Stan obecny sprawdzaliśmy w różnym składzie dwukrotnie w marcu tego roku. Najpierw z kolegą Mirkiem, potem z Michaliną, która mimo tego, że od dawna należy do naszego Stowarzyszenia, to wcześniej jakoś nie było okazji do wspólnej wyprawy. Na miejscu pierwsze co obejrzeliśmy to dawny park z ruinami wieży. Wprawne oko dostrzeże dawne ścieżki oraz ślady starych drzew w postaci zmurszałych pni. Ruiny robią niesamowite wrażenie. Jak na tak mały park są dosyć duże. Niestety są to prawdziwe ruiny, do tego strasznie zaśmiecone. Wewnątrz widać ślady po urządzanych tam ogniskach, pełno śmieci. Do tego jedno z drzew w niebezpieczny sposób oparło się o jedną ze ścian, co w dalszej perspektywie grozi zawaleniem. Widać też ślady rozkopywania pewnych fragmentów przez pseudo poszukiwaczy. W parku też można znaleźć sporo śmieci, ale trafić też można na stare zrzutowisko śmieci, z którego można by wyciągnąć coś ciekawego.

SONY DSC

Następnie skierowaliśmy się do zabudowań majątku. Naprzeciw wjazdu na dawny dziedziniec znajduje się tablica informacyjna w czterech językach i głaz pamiątkowy. W pobliżu znajduje się wejście do dawnej spiżarni. Na mapie dołączonej do książki z jakiej korzystałem to miejsce oznaczone jest jako naturalna grota. Jednak jej wykończenie wewnątrz, sklepienie łukowe oraz mały szybik wentylacyjny wskazują na to, że to pomieszczenie pełniło funkcję spiżarni. Grota o której mowa, znajduje się, według mnie, bardziej na wschód. Prowadzi do niej stara ścieżka. Niestety i tam znaleźć można trochę śmieci. Będąc w grocie zauważyłem jakieś fundamenty u podnóża góry. Niestety nie udało mi się określić ich przeznaczenia, głównie z powodu około metrowej warstwy śmieci zalegającej wewnątrz. Niestety nie posiadam obecnie zdjęcia tej groty. Zostanie to naprawione w najbliższym czasie.

SONY DSC

Po wejściu na dziedziniec w oczy rzucają się ruiny budynku gospodarskiego, następnie budynek mieszkalny, połączony z budynkiem dla służby (co wywnioskowałem po jego wyglądzie). Naprzeciw głównego budynku jest kolejny budynek gospodarczy, z nowymi, łukowatymi wrotami, jak mniemam była to stajnia. Budynki są pokryte szarym tynkiem i od strony dziedzińca nie da się dostrzec jakiś detali architektonicznych. Niestety nie dostaliśmy zgody na wejście na południową stronę posesji (nie zastaliśmy właścicielki), przez co nie posiadamy żadnych zdjęć wykonanych od najbardziej reprezentatywnej strony posiadłości. Z posiadanych przez nas wiadomości budynki mają obecnie trzech różnych właścicieli, przez co wszelkie działania konserwatorskie są utrudnione i żadne poważniejsze prace nie są obecnie prowadzone.

Więcej zdjęć na Dolnośląski Podróżnik.

SONY DSC

1„Dzieje Kowar – Zarys monograficzny do 2010 roku” Jelenia Góra 2013, str. 455

2Ibidem, str. 456

3Ibidem, str. 458

4Ibidem, str. 457

5Ibidem, str. 457

6Ibidem, str. 465

Kościół ewangelicki w Miłkowie

Każdy podróżujący drogą pomiędzy Karpaczem a Jelenią Górą w pobliżu ronda w Miłkowie, po zachodniej stronie drogi dostrzeże wieżę byłego kościoła ewangelickiego w Miłkowie. Kościół obecnie jest w ruinie, jednak jeszcze niecałe 70 lat temu był piękną, działającą świątynią.

W tym wpisie chciałbym przedstawić jego skróconą historię. Została ona napisana na podstawie dokładnego opisu sporządzonego przez ostatniego proboszcza parafii ewangelickiej w Miłkowie, superintendenta Wernera Bellardi. Całość można przeczytać w książce „Ścięgny – Steinseiffen. Śląska wieś w Karkonoszach – nie tylko kronika.” Autorstwa Rudolfa Pradlera.

Pierwsza świątynia w Miłkowie istniała już w XIII wieku, była też pierwszym kościołem w tych okolicach. Kościoły w Karpaczu ukończono dopiero odpowiednio w 1908 i 1910 roku. Kościół w Ścięgnach jest budowlą powojenną. W XVI wieku do Karkonoszy wkroczyła reformacja luterańska, a pierwszym ewangelickim proboszczem został Caspar Probus. W 1648 roku na mocy pokoju z Osnabruck, na mocy którego między innymi Karkonosze zostały wyłączone z postanowień Traktatu Westfalskiego nakazano likwidację parafii ewangelickich i przekazanie świątyń katolikom. Skutkiem tego było to, że ewangelicy musieli udawać się na nabożeństwa aż w okolice Gryfowa bądź Złotoryi lub zbierać się na modlitwy po kryjomu w lasach.

Przełomem okazało się wkroczenie na Śląsk Fryderyka Wielkiego w 1740 roku. Co prawda wiązało się to z równouprawnieniem wyznaniowym, jednak na wyznawców ewangelizmu nakładało sfinansowanie budowy własnych kościołów oraz ich utrzymanie.

16 marca 1742 roku Miłków otrzymał królewskie pozwolenie na budowę domu modlitw. Został on wzniesiony na miejscu obecnego kościoła ewangelickiego i poświęcony 10 sierpnia 1742 roku. Szybko jednak okazało się, że teren na którym go wzniesiono jest podmokły i ściany zaczęły pękać. Był on również za mały. W sierpniu 1753 roku ówczesny właściciel ziemski przekazał dotychczas dzierżawioną działkę na własność parafii ewangelickiej. Plan budowy zatwierdzono 9 stycznia 1754 roku.

Plan był dość nowatorski, ponieważ ewangelicy z Miłkowa i okolic nie chcieli rezygnować z dotychczasowego Domu Modlitw. Dlatego Maurus z Kowar, mistrz ciesielski skonstruował platformę z drewnianych bali z wyciągarkami, na której 3 kwietnia 1754 roku cały Dom Modlitw został przetoczony o 55 metrów na północ. 24 kwietnia tego samego roku został położony kamień węgielny pod budowę kościoła. Nowy kościół był kamienną budowlą z drewnianym sklepieniem. Jesienią 1755 roku kościół został poświęcony w uroczystym nabożeństwie. Jednak był budowlą dość ubogą. W 1756 roku mieszkańcy Steindeiffen (Ścięgien) ufundowali dzwon, który został powieszony w wieżyczce. W 1773 budowniczy organów z Wlenia, Gottlob Mechnert zbudował nowe organy, które służyły do 1946 roku. Kościół był zbudowany według nowego trendu, zapoczątkowanego przez budowniczego Langhansa. Kościół posiadał dwie galerie, ambona znajdowała się na wysokości pierwszej galerii nad ołtarzem i tworzyła z nim całość. Całość była wykonana przez okolicznych rzemieślników.

Ciężar wieżyczki stopniowo zaczął zagrażać konstrukcji dachu. Dlatego też w 1862 roku rozpoczęto budowę wieży, przy zachodniej ścianie kościoła. Została poświęcona 21 października 1863 roku. Poświęcono również trzy dzwony ufundowane przez wiernych. Dzwony te zostały uratowane przed pożogą pierwszej Wojny Światowej. Jednak po drugiej zostały zdemontowane. Średni dzwon został odnaleziony na cmentarzysku dzwonów w północnych niemczech i obecnie działa w jednej z habsburskich parafii.

Ostatecznie wnętrze kościoła otrzymało dość bogate wyposażenie. Składał się na nie kryształowy żyrandol wykonany w hucie „Józefina” w Szklarskiej Porębie, kapliczka z chrzcielnicą z 1742 roku, portrety królów Prus, tablica upamiętniająca poległych w wojnach oraz zakrystia z małym ołtarzem.

Po wkroczeniu Rosjan na tereny kotliny jeleniogórskiej stopniowo zaczęli napływać Polacy. Po 1945 roku nastąpiły fale wysiedleń. W 1946 roku kościół został zamknięty. Stopniowo ulegał destrukcji. Do roku 1950 rozebrano i wywieziono ołtarz i organy. Następnie rozebrano konstrukcję dachu, która groziła zawalenie. Kościół to obecnie ruina. Pozostały z niego gołe mury i wieża, które mogą w każdej chwili się zawalić. Poniżej kilka fotografii obecnego stanu ruin kościoła.

A poniżej dwie archiwalne fotografie obrazujące stan przedwojenny, źródło fotopolska.eu:

Z ruinami kościoła ewangelickiego wiąże się pewna legenda. Otóż miejscowi opowiadają, jakoby na kościele ciążyła klątwa. Podobno każdy, kto podjął się rozebrania ruin zaczynał nagle chorować aż umierał, przez co kościół stoi aż do dzisiaj. O kościele ewangelickim w Miłkowie wspomina również R. Kudelski w swojej książce „Złoto generałów.” Otóż kościół, a w zasadzie jego podziemia miały być miejscem ukrycie części Złota Wrocławia. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne, bo pod kościołem nie ma żadnych znanych podziemi. Sama ruina jest natomiast świetnym przykładem na to, do czego prowadziła nienawiść do tego co niemieckie, wpajana przez ówczesne władze Ziem Odzyskanych.

Schron – Góra Widok – Kamienna Góra

Historia Dolnego Śląska pełna jest tajemnic. Jedne są większe inne mniejsze. Jedne dotyczą skarbów a inne podziemnych fabryk zbrojeniowych i laboratoriów. Jeszcze inne tajemnicami są tylko na pozór i po uważnej lekturze dostępnych materiałów oraz wyprawie w teren wszystko staje się jasne. Tak było i tym razem, gdy postanowiliśmy zbadać obiekt znajdujący się dość blisko, bo w Kamiennej Górze. Przez jednych uważany za miejsce ukrycia różnych bogactw, przez innych za fabrykę o nieznanym przeznaczeniu lub zakład produkujący benzynę syntetyczną a jeszcze przez innych za nieukończony schron przeciwlotniczy. Ale najpierw trochę historii.

Z meldunków AK wynika, że w 1943 roku w Kamiennej Górze założone zostało biuro odpowiedzialne za projekt nowego rodzaju samolotów Arado Ar E 555. W 1944 roku w Kamiennej Górze zostaje utworzona filia obozu koncentracyjnego Gross-Rosen z Rogoźnicy, nosi ona nazwę AL Landeshut. Do obozu trafiali mężczyźni różnych narodowości. Jednocześnie w obozie przebywało ok 1600 więźniów. Ich zadania były różne. Część pracowała w przestawionych na produkcję zbrojeniową 3 zakładach włókienniczych, część była codziennie wywożona do kilku miejscowości do pracy, a inni zatrudnieni byli przy pracach budowlanych. Dlaczego wybierano zakłady włókiennicze? Otóż były to fabryki, posiadające doskonałe zaopatrzenie w energię elektryczną oraz wodę. Składały się na nie hale o olbrzymiej kubaturze. Fabryki miały też praktycznie zawsze doprowadzone bocznice kolejowe co rozwiązywało problem dostaw. Jednocześnie przemysł włókienniczy był najmniej istotny dla prowadzenia wojny co powodowało, że obiekty tego typu były wykorzystywane do lokowania w nich produkcji najbardziej potrzebnych elementów, niezbędnych do kontynuowania walk.

W Kamiennej Górze na cele wojenne przekształcono 3 zakłady włókiennicze. Przekazano je firmie Fa Kugelfisher. Maszyny włókiennicze zostały zdemontowane i wywiezione. Część z nich po wojnie odnaleziono w pobliskim Raszowie. W zakładach zamontowano piece elektryczne, obrabiarki i inne maszyny niezbędne do produkcji łożysk kulkowych. Jeden z tych zakładów mieścił się przy obecnej ulicy Jedwabnej.

Jednocześnie w mieście rozpoczęto prace górnicze. Place robót mieściły się pod górą Zamkową, Szubianką, Parkową oraz Widok. Zachowane dokumenty świadczą, że dwa ostatnie projekty to miały być schrony przeciwlotnicze. Obiekt pod górą Parkową miał być schronem dla pracowników mieszczącego się nie daleko Urzędu Miasta. Jest obecnie udostępniony do zwiedzania jako „Sztolnia Arado”. Natomiast schron pod górą Widok miał być przeznaczony dla pracowników pobliskiej fabryki. Z racji tego, że obiekt jest dostępny postanowiliśmy się mu bliżej przyjrzeć.

Do obiektu można dojechać przedłużeniem ulicy Jedwabnej. Pierwsze co nam się rzuca w oczy to na lewo od drogi mały budyneczek z czerwonej cegły. Jego powierzchnia to ok 3×1,2m. Budynek na mapie Messtichblatt opisany jest jako Wasserbehalter. W jego posadzce są dwa włazy, widać w nich ślady po zamocowanych drabinkach zejściowych. Pod ziemią znajdują się dwa zbiorniki. Północny o powierzchni ok 6×6 m oraz wysokości 3 m z dwoma filarami. Drugi (południowy) mniejszy, o wymiarach 2x4x3 m z okienkiem do jeszcze mniejszego pomieszczenia o wymiarach 1x2x3 m. Oględziny ceglanej budowli z zewnątrz zaowocowały ustaleniem, że spod południowej części zbiorników wypływa woda. Niestety podłogi wszystkich podziemnych pomieszczeń zawalone są śmieciami, co uniemożliwiło ich zbadanie. Najprawdopodobniej budynek pochodzi z okresu budowy zakładów włókienniczych, znajdujących się kilkaset metrów na wschód i miał pełnić funkcję jakiegoś ujęcia wody i ze sztolniami znajdującymi się kilkadziesiąt metrów na północ nie ma nic wspólnego.

Woda wypływająca z tyłu budynku.

Woda wypływająca z tyłu budynku.

Wnętrze większej komory.

Wnętrze większej komory.

Ceglany budynek.

Ceglany budynek.

Sztolnie (dwie) znajdują się w dawnym kamieniołomie, z uwagi na roślinność i leżące odłamki skalne są niewidoczne z drogi. Dla ułatwienia tą znajdującą się bardziej na wschód oznaczyliśmy jako „1”. Wejść do środka można tylko sztolnią numer 2, gdyż wejście do 1 jest zawalone, najprawdopodobniej na skutek oberwania się odłamków sklanych ze skalnej ściany. Wchodzimy do środka wybetonowanym łukowym wejściem i wchodzimy do nieobudowanej komory, z olbrzymim skalnym filarem po środku. Na lewo od wejścia leżą olbrzymie odłamki skalne, które oderwały się kiedyś od stropu. Na wprost znajduje się korytarz, już wykończony, który prowadzi do skrzyżowania. Jeśli wybierzemy drogę na zachód wejdziemy do owalnego chodnika, wykończonego betonowymi bloczkami, który po kilkunastu metrach kończy się przodkiem. Natomiast droga na wschód zaprowadzi nas do sieci wyrobisk chodnikowych, obmurowanych kamiennymi bloczkami (bardzo dokładne wykończenie), które zaprowadzą nas w końcu na drugą stronę zawału na wejściu do sztolni 1. Ta część wyrobisk jest bardzo ciekawa, gdyż są one praktycznie ukończone. Na ścianach znajdują się mocowania do instalacji elektrycznej. Widać wiele miejsc mocowań puszek z włącznikami (resztki tych puszek wykonanych z aluminium udało nam się wygrzebać z posadzki). Co ciekawe, w chodniku biegnącym na wprost od wejścia do 1 postawiono tamę z kamienia, przez co koniecznym stało się skręcenie w prawo po wejściu. Miało to za zadanie zatrzymać falę uderzeniową, zabezpieczając resztę wyrobisk. Najprawdopodobniej takie samo rozwiązanie miało zostać wykorzystane w sztolni 2 w miejscu hali ze skalnymi odłamkami. Rozmiary wyrobisk oraz ilość dostępnej powierzchni terenu pozwalają stwierdzić, że obiekt ten miał być schronem przeciwlotniczym. Sztolnie ponumerowałem w opisany wyżej sposób właśnie ze względu na stan ich wykończenia. Widać tutaj ewidentnie, że 1 została wydrążona jako pierwsza, w miarę postępów w drążeniu była wykańczana i uzbrajana w instalacje, następnie rozpoczęto drążenie 2 oraz chodnika biegnącego na zachód i wyłożonego betonowymi bloczkami. Ten kierunek sprawdziliśmy po wyjściu na powierzchnię. Faktycznie w zachodnim zboczu góry znajduje się usypany taras, z wybraniem w zboczu i śladami po rozpoczętym drążeniu. Trudno stwierdzić czy przygotowywano tylko poziom do dalszych prac, czy też wgryziono się już wgłąb góry. Sprawdzenie tego wymagałoby wkopania się w głąb wybrania. Na pewno miał być tam wlot sztolni nr 3. Dodam jeszcze, że w wyrobiskach jest dość sucho, jest to spowodowane najprawdopodobniej istnieniem systemu studni drenażowych, znajdujących się wzdłuż zachodniego zbocza.

Jedna ze studni

Jedna ze studni

Rozpoczęte wejście do sztolni 3

Rozpoczęte wejście do sztolni 3

Druga strona zawału na wejściu do sztolni 1

Druga strona zawału na wejściu do sztolni 1

Ślad po puszce elektrycznej.

Ślad po puszce elektrycznej.

Dostępne wejście

Dostępne wejście

Zawalone wejście do sztolni 1

Zawalone wejście do sztolni 1

Jeden z betonowych bloczków, których używano do obmurowania zachodniego chodnika.

Jeden z betonowych bloczków, których używano do obmurowania zachodniego chodnika.

Nie są to jedyne prace prowadzone w tym zboczu. Kilkadziesiąt metrów na północ trafiliśmy na drugie wybranie i przygotowany plac, jednak tam był brak jakichkolwiek śladów po robotach górniczych. Bardzo ciekawy natomiast jest szczyt góry. Znajdują się tam dość sporych rozmiarów wybrania przecinające szczyt na osi pólnoc-południe. W jakim celu je wykonano trudno powiedzieć, hipotez jest kilka. Obok wybrań znajduje się ruina małego budynku. Jest to pozostałość po przekaźniku telewizyjnym który stał tam jeszcze kilkanaście lat temu. Pozostałość po wieży nadawczo-odbiorczej jest dziś dobrze widoczna wśród traw. Jednak nie jest to koniec ciekawostek ze szczytu. Chodząc tam znaleźliśmy kilka podstaw betonowych, rozmieszczonych na planie okręgu. Są to bardzo stare podstawy słupów betonowych. Kolega Mirek, który jest ekspertem od wszelkiej łączności stwierdził, że ich rozmieszczenie sugeruje, że na szczycie były zainstalowane anteny nadawczo-odbiorcze.

SONY DSC

Wybrania na szczycie

Wybrania na szczycie

Ruina budynku obsługi przekaźnika

Ruina budynku obsługi przekaźnika

Mocowanie wieży przekaźnikowej

Mocowanie wieży przekaźnikowej

Pozostałość po jednym z betonowych słupów

Pozostałość po jednym z betonowych słupów

Na koniec tej relacji, parę słów na temat wyrobiska znajdującego się na północnym zboczu góry. Jest to również dawny kamieniołom, jednak znalezione przez nas, wyryte w skale inicjały oraz data 1904 pozwalają stwierdzić, że żadnych prac budowlanych tam nie prowadzono.

Inicjały wyryte w kamieniołomie

Inicjały wyryte w kamieniołomie

Słabo widoczna wyryta data 1904

Słabo widoczna wyryta data 1904

Rozmieszczenie wyrobisk

Rozmieszczenie wyrobisk

Poglądowy schemat wyrobisk. Bez skali

Poglądowy schemat wyrobisk. Bez skali

  Chciałbym podziękować Mirkowi z Forum Wykopaliska za towarzyszenie w wyprawie.

Schron przeciwlotniczy – Jelenia Góra – Wzgórze Kościuszki

Dzięki uprzejmości Sztabu Zarządzania Kryzysowego w Jeleniej Górze wspólnie z przyjaciółmi mogliśmy zwiedzić jeden z dawnych schronów przeciwlotniczych w Jeleniej Górze. Jest to o tyle ciekawe, ponieważ wejścia do pozostałych schronów zostały zamurowane bądź zasypane a ten obiekt też nie jest udostępniany do zwiedzania oraz dlatego, że jego historia sięga aż XVIII wieku. Continue reading

Sztolnia w górze Grabowiec

Góra Grabowiec położona jest na pograniczu trzech miejscowości: Karpacza, Sosnówki i Miłkowa. Jednak miejscowym nazwa samej góry niewiele mówi. Inaczej jest jeśli powiemy Kaplica św. Anny. I w sumie nie ma się co dziwić, ponieważ od kilku lat okolice kaplicy i Domu Wypoczynkowego Lubuszanin są miejscem organizowania corocznego festynu, na rzecz renowacji zabytkowej kaplicy. Continue reading

Cmentarz w Jeleniej Górze przy ulicy Krakowskiej

Głównym powodem założenia Stowarzyszenia Historyczne Sudety była nie tylko chęć uchronienia zabytków naszego regionu przed zniszczeniem, ale również bardzo ważne dla mnie było zwiększenie „świadomości historycznej” mieszkańców Jeleniej Góry i okolic. Bo niestety często zapominamy o fakcie, że to, jak wygląda nasza piękna kraina, w której mieszkamy, w dużej mierze jest dziełem tych, którzy mieszkali tutaj przed nami. Mógłbym podać wiele przykładów, jak na przykład stare sztolnie w Sowiej Dolinie, które są dziełem Walonów, Tyrolczykom zawdzięczamy piękne domy w Mysłakowicach, a uciekającym przed prześladowaniami religijnymi Czechom historię Laborantów z Karpacza (zresztą Tyrolczycy też zawędrowali w te strony z powodu prześladowań religijnych). Continue reading